Po cichu weszła do pomieszczenia. Wszędzie było ciemno. Zapewne wszyscy śpią. Udała się do dormitorium i najciszej jak mogła podeszła do Ginny. Nie mogła czekać. Musiała opowiedzieć jej wszystko teraz.
-Ginny. Gin. - szeptała Hermiona, lekko potrząsając przyjaciółką.
-Jeszcze chwila mamo... - rzekła zaspana dziewczyna. Hermiona mimowolnie uśmiechnęła się i rzekła: Nie jestem twoją mamą głuptasie. Wstawaj. Musimy porozmawiać. - Ginerva powoli się budziła, a kiedy ujrzała Hermionę, krzyknęła z radości.
-Ciii - starsza Gryfonka zatkała ręką usta Rudej. - Obudzisz je - wskazała drugą ręką na współlokatorki. Dziewczyna pokiwała głową i pozwoliła się prowadzić. Weszły do łazienki. Brązowowłosa rzuciła zaklęcia wyciszające, przeciw podsłuchowe oraz zabezpieczające. Kiedy skończyła spojrzała na rudowłosą.
-Mionka, stało się coś poważnego, prawda? Inaczej nie zakładałabyś aż tylu zaklęć. - powiedziała poważnie.
-Masz rację Gin. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Wiem, że tobie mogę powiedzieć wszystko. Lepiej żebyś usiadła.... - zaczęła Hermiona. Panna Weasley zaniepokojona słowami przyjaciółki usiadła na miękkim dywanie i zamieniła się w słuch.
-Wiesz, że Śmierciożercy przyszli po mnie. Nie zrobili mi nic złego. Nawet mnie nie drasnęli. Zaprowadzili mnie do Voldemorta. On zamienił się w... w normalnego mężczyznę. Okazało się, że ma żonę, nazywa się Camille i... i córkę. Opowiedzieli mi historię o Hermionie Roxanne Riddle. Snape i Malfoy senior, którzy też tam byli dodali od siebie co nieco i okazało się, że jestem córką Toma Marvolo Riddle i Camille Victorii Riddle... a moim ojcem chrzestnym jest Severus Snape. - Kiedy skończyła opowiadać spojrzała na młodą Gryfonkę i czekała co powie.
-Miona... ja.. zatkało mnie. - wydukała. - Ta historia jest... - wzięła głęboki wdech - Zawsze będziesz moją przyjaciółką bez względu na wszystko, ale to jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Wiem, że na pewno nie jest ci łatwo, dlatego obiecuje ci, że będę cię wpierać i w ogóle. Powiedziałaś już chłopakom?
-Oh.. - dziewczyna rzuciła się drugiej na szyje i dziękowała jej za wszystko. - Tak się cieszę, że mnie nie odtrącasz. To dla mnie wiele znaczy! Chłopakom nie powiedziałam. Ja.. strasznie boję się, że oni nie zrozumieją. W końcu Voldemort próbuje zabić Harry'ego, a Ron... wiesz jaki on jest.
-Wiem, wiem. Mój brat to kretyn. - dziewczyny roześmiały się. - Mimo wszystko powinnaś z nimi porozmawiać. Jeśli chcesz to mogę po nich pójść.
-Mogłabyś? - zapytała Hermiona
-Oczywiście. - rzekła Ginny i wyszła. Panna Riddle w tym czasie próbowała się trochę uspokoić. Po paru minutach do łazienki weszli Harry, Ron i Ginny.
-Hermiona nic ci nie jest? - na wstępie zapytał opiekuńczy Wybraniec.
-Nie Harry. Nic mi nie jest, ale musimy poważenie porozmawiać. Otóż.... - i po raz kolejny opowiedziała całą historię. Chłopcy słuchali jej z otwartymi ustami. Do czasu kiedy skończyła mówić. Ron zareagował bardzo gwałtownie. Zaczął krzyczeć, że ich zdradziła. Oskarżył ją, że przekazywała Voldemortowi informacje o Harry'm. Powiedział, że jej nienawidzi i nigdy jej tego nie wybaczy. Ponadto zabronił Ginny zadawać się z nią. Zagroził, że jeśli będą utrzymywały kontakt to ich mama się o wszystkim dowie, a wtedy panna Weasley zostanie wydziedziczona. Ruda się rozpłakała. Przepraszając Hermionę i przeklinając swojego brata wybiegła z łazienki i pobiegła w tylko sobie znanym kierunku. Ron pobiegł za nią, krzycząc żeby natychmiast się zatrzymała i z nim porozmawiała. W pomieszczeniu został tylko słynny Harry Potter i córka Czarnego Pana.
-Harry? - spytała zapłakana dziewczyna.
-Hermiona... zawsze byłaś moją przyjaciółką. Traktowałem cię jak siostrę. To dla mnie bardzo ciężkie. Ja... nie wiem. Potrzebuję czasu. Nie gniewaj się na Rona. Znasz go. Jak ochłonie to będzie się inaczej zachowywał. Myślę, że oboje potrzebujemy czasu. Mam nadzieje, że rozumiesz? - spojrzał na nią smutnymi, braterskimi oczami.
-Rozumiem... - odpowiedziała łamiącym się głosem.
-Żegnaj Miona - odrzekł i wyszedł. - Do zobaczenia Harry.. - szepnęła dziewczyna i rozpłakała się na dobre. Upadła na kolana i płakała. Wręcz dusiła się łzami. W jednej chwili straciła wszystkich. Została sama. Była zdruzgotana. Nie wiedziała co ma robić. Resztę nocy spędziła w łazience płacząc. Nad ranem próbowała doprowadzić się do ładu, ale nie za bardzo jej to wyszło. Miała podkrążone, czerwone oczy, a jej włosy za nic w świecie nie chciały wyglądać tak jak zawsze. Nagle stały się matowe,.. wyglądały bardziej jak siano, a nie jak bujne włosy Gryfonki. Wyszła szybko, żeby nie natknąć się przypadkiem na kogoś z uczniów. Nie poszła na śniadanie. Udała się na błonia. Pogoda odzwierciedlała jej nastrój. Było chłodno, ponuro, padał deszcz i wiał silny wiatr. W końcu to końce września. To jednak nie przeszkadzało dziewczynie. Spacerowała wokół Hogwartu, tracąc poczucie czasu. Tak spędziła cały dzień. Na kolacje też nie poszła. Kiedy wszyscy byli w Wielkiej Sali na kolacji ona dyskretnie udała się do kuchni i poprosiła skrzaty o szklankę wody. Kiedy ją dostała, podziękowała i wypiła jej zawartość. Nie wróciła do dormitorium. Nie chciała nikogo spotkać. Szybko udała się do biblioteki i usiadła w najdalszym, najciemniejszym i najrzadziej odwiedzanym miejscu. Około 23 wyszła i powolnym krokiem kierowała się do Pokoju Wspólnego. W połowie drogi uznała, że nie ma sensu tam iść, bo i tak nie zaśnie. Zatrzymała się i zastanowiła, gdzie może się udać. Postanowiła pójść do łazienki Jęczącej Marty. Nie śpieszyło jej się. Miała przed sobą całą noc. Przez kolejne parę dni tak wyglądało jej życie. Unikała ludzi. Nie chodziła na lekcje. Z samego rana wychodziła na błonia, później szła do kuchni napić się wody, wybierała się do biblioteki, a potem udawała się do łazienki. Przez ten czas strasznie zmizerniała. Zbladła. Strasznie schudła. Zresztą co się dziwić. Od paru dni nic nie jadła, tylko piła wodę. Nie spała, więc jej organizm był bardzo osłabiony, Do tego przechadzki w deszczu wcale nie pomagały jej zdrowiu. Wyglądała jak chodzący trup. Uczniowie i nauczyciele myśleli, że jest ona cały czas wśród Śmierciożerców, natomiast Harry, Ron i Ginny milczeli. Wybraniec zastanawiał się co z Hermioną, Ron miał to gdzieś, a Ginny zamartwiała się na śmierć.
1 października po pięciodniowej głodówce, braku snu itd. Hermiona w nocy wędrując korytarzami zasłabła. Osunęła się na podłogę i leżała przy ścianie. Znalazła ją pewna dziewczyna. Bardzo ładna. Była wysoka, szczupła i miała długie, ciemne włosy. Na sobie miała mundurek jaki noszą Prefekci w barwach Slytherin'u.
-Hallo? Słyszysz mnie? Co się stało? - cuciła Gryfonkę. Hermiona po woli otwierała oczy.
-Co? Gdzie jestem? - pytała zdezorientowana.
-Jesteś na korytarzu w Hogwarcie. Zemdlałaś. - tłumaczyła dziewczyna. - Co ty robiłaś w środku nocy na korytarzu?
-Ja.. nieważne. - rzekła Gryfonka. Zobaczyła, że ma do czynienia z Ślizgonką, więc tym bardziej nie chciała nic mówić.
-Nie chcesz nic mówić, to nie. Nie będę naciskać. Uważam jednak, że powinnaś udać się do Skrzydła Szpitalnego. Nie wyglądasz najlepiej. - mruknęła
-Oh, dziękuję - uśmiechnęła się lekko brązowowłosa.
-Ależ nie ma za co - zażartowała. - Chodź, pomogę ci. - zaproponowała. Gryfonka na początku niechętnie, ale przyjęła jej pomoc. Powoli kierowały się do Skrzydła.
-Nazywam się Hermiona Gr.. Riddle, a Ty?
-Evelyn Snape. Miło mi. Mam pytanie, jak to możliwe, że nazywasz się Riddle, a ja cię nie znam?
-Wiesz, dowiedziałam się o tym niedawno. Mało osób mnie zna. Ja też mam pytanie. Jesteś jakoś spokrewniona z profesorem Snape'em?
-Hahaha tak. Jest moim tatą. - powiedziała roześmiana Ślizgonka
-Tatą? Wow, nigdy bym nie powiedziała, że Snape ma córkę. - szczerze powiedziała dziewczyna.
-No widzisz? Musisz się jeszcze dużo nauczyć Hermiono.
Gryfonka nie spodziewała się, że Ślizgonka okaże się taka... sympatyczna. Po dosyć długiej wędrówce dotarły na miejsce. Pani Pomfrey przeraziła się, gdy zobaczyła Hermionę.
-Dziecko, coś Ty z sobą zrobiła? - rzekła zajmując się nią. Evelyn poszła do siebie, mówiąc że jutro zobaczy czy Hermiona przypadkiem nie zwiała. Gryfonka postanowiła spróbować zakolegować się z dziewczyną. Potrzebowała kogoś z kimś mogłaby porozmawiać. Musi na nowo otworzyć się przed ludźmi.
Pierwszy raz od dość dawna panna Riddle porządnie się wyspała. Zjadła pełnowartościowe śniadanie i obiad. Do tego piła dużo płynów. Soki, wody, herbaty i eliksiry. Po południu w odwiedziny przyszła panna Snape, tak jak wcześniej uprzedziła. Usiadła na krzesełku obok dziewczyny i postanowiła, że chce poznać Hermionę lepiej. Powiedziała to jej, a Gryfonka oczywiście się ucieszyła, gdyż chciała zrobić to samo. Brązowowłosa opowiedziała nowej koleżance o swoim życiu i teraz liczyła na to samo.
-Czy ja wiem czy jest co opowiadać... - niechętnie rzekła Ślizgonka.
-Oj, no proszę. Ja ci tyle naopowiadałam o sobie, a o tobie nie wiem prawie nic. - prosiła Miona
-No dobrze. Może zacznę od początku? - dziewczyna pokiwała głową - Okej no to tak. Jak już wiesz moim tatą jest Snape. Tylko on mnie wychowuje, bo moja mama zmarła kiedy miałam 3 latka. Ale nie jestem pewna czy chcesz, żebym opowiedziała ci jak zginęła... - Jeśli chcesz opowiedzieć, to ja chętnie posłucham. - wtrąciła się - Skoro tak... Ciocia Camille opowiadała ci, że Zakon Feniksa chciał cię zabić? - dziewczyna znowu pokiwała głową - No więc dwa lata później Czarny Pan chciał cię odzyskać. Wysłał na poszukiwania najwierniejszych Śmierciożerców. Wśród nich była moja mama. Kiedy Dumbledore dowiedział się o tym, rozkazał ich zabić, żeby czegoś nie namieszali, a tym bardziej, żeby cię nie znaleźli. Myślał, że plan Toma się nie uda i nigdy cię nie odzyska. Śmierciożerców było 3. Mój tata, moja mama i Lucjusz. Członków Zakonu było z 20. Nie mieli szans. Otoczyli ich. Tata i ojciec Draco zdążyli się deportować. Moja mama nie miała tyle szczęścia... Złapali ją. Torturowali. Pozwolili jej napisać list pożegnalny... - łzy zaczęły płynąć z oczu Evelyn - A potem ją zabili. Do listu dołączyli zdjęcie.... Martwe ciało mojej mamy...... - rozpłakała się na dobre. Zawsze kiedy wspomniała mamę płakała. Tęskniła za nią. Bardzo ją kochała. Chciałaby móc znowu się do niej przytulić. Chciałaby usłyszeć jej głos....
-Tak bardzo mi przykro... - powiedziała wzruszona Hermiona. Bez namysłu przytuliła płaczącą dziewczynę. - Już dobrze... Nie płacz... - próbowała ją uspokoić. Po chwili dziewczyna wzięła się w garść i otarła łzy.
-Przepraszam. Po prostu zawsze kiedy to wspominam....
-Nie przepraszaj! Absolutnie nie masz za co. Ja nie miałam pojęcia, że Dumbledore'a stać na coś takiego... to okrutne.
-Proszę cię nie mówi tego nikomu, dobrze? Nie wielu osobom, opowiadam tę historię. - poprosiła dziewczyna. - W zasadzie wiedzą o tym tylko Draco, Blaise i Pansy. No i teraz Ty.
-Oczywiście nikomu nie powiem. Obiecuje. - rzekła Hermiona. Nie mogła uwierzyć, że dziewczyna, którą zna dopiero drugi dzień, postanowiła zaufać jej tak bardzo, że opowiedziała tak osobistą i smutną historię. Ona jest taka miła. Może nie pożałuję znajomości z nią. Poza tym tak wiele przeżyła. Nie mogę uwierzyć, że profesor Dumbledore jest taki podły. Zachowuje się jak Voldemort!
-Hermiono?
-Tak?
-Jak mogę zdrabniać Twoje imię? - zapytała lekko speszona Ślizgonka.
-Oh jak chcesz. Herm, Hermi, Miona, Mionka, Do wyboru do koloru. A jak ja mogę zdrabniać?
-Możesz do mnie mówić jak ci się podoba - zaśmiała się - Eve, Lyn, Elyn. Różnie mnie nazywają - uśmiechnęła się.
-To super - Hermiona odwzajemniła uśmiech.
-Hermi, chciałabyś może poznać innych? - spytała miło
-Nie. Przykro mi. Nie jestem na to gotowa. Nie mam ochoty na razie widzieć ani Malfoy'a ani Zabini'ego. Innych Ślizgonów też na razie nie chcę poznawać. Przepraszam... - odpowiedziała smutno.
-Nie przepraszaj. Poznasz ich, wtedy kiedy będziesz na to gotowa i będziesz tego chciała.
-Dziękuję. Jesteś bardzo sympatyczną osobą. Cieszę się, że cię poznałam.
-Ja też się cieszę. I to bardzo.
Dziewczyny przytuliły się i obie stwierdziły, że to może być początek przyjaźni.
Okej, wiem, że nawaliłam. Ale naprawdę całe ferie przespałam. Teraz wróciłam do szkoły, moja wena powraca i jest dobrze :-D Rozdział znowu mi nie wyszedł i jest kiepski, ale to już chyba norma? Eh :-D Nie wiem czy Wy też, ale ja popłakałam się podczas pisania historii Evelyn.... Chyba za bardzo wczułam się w tekst ;-) Jak widzicie (lub nie) obok będę pisała krótkie informacje. Tam będziecie mogli się dowiedzieć co się ze mną dzieje i kiedy będzie rozdział :-) No to tyle.
Jeśli czytacie, to skomentujcie, dobrze? Jak wiem, że jest ktoś kto to czyta, to dostrzegam sens w pisaniu i moja wena lepiej pracuje a i ja mam wtedy większą motywację do pisania :-)
Do zobaczenia ;-***
poniedziałek, 9 lutego 2015
wtorek, 6 stycznia 2015
Sowa
Kochani, nowy rozdział będzie albo w ten weekend albo dopiero w ferie (19.01). Nie jestem pewna czy dostanę laptopa w piątek, więc piszę tą krótką informację ;-) Na ferie dostanę, także wtedy na pewno dodam rozdział ^_^ Do zobaczenia!
środa, 31 grudnia 2014
Rozdział 14 - Rodzinna rozmowa
Po 4 minutach wychodzili z Pokoju Wspólnego.
-Brawo, uczysz się Smoku. Uczysz się - śmiał się Blaise.
-Ucisz się Diable. Nie masz ciekawszych tematów? - rzekł znudzony blondyn
-Może mam, może nie mam. Możemy pogadać o dziewczynach, ale dopiero po jedzeniu. Naprawdę jestem strasznie głodny.... - marudził
-Okej, okej. Już nic nie mówię - powiedział i uśmiechnął się pod nosem
Szybko dotarli do Wielkiej Sali i po chwili nakładali sobie jedzenie na talerze.
-I co, lepiej ci już? - zapytał Draco
-Oj tak. Nigdy się tak chyba nie najadłem. - odpowiedział
-No to dobrze, bo...
I w tym właśnie momencie do Wielkiej Sali wszedł Śmierciożerca. W pomieszczeniu wybuchała panika. Za zamaskowanym mężczyzną stało około 200 innych. O dziwo nikt się nie ruszył z miejsca. Dumbledore uciszył uczniów.
-Mogę w czymś pomóc? - zapytał staruszek
-Tak, możesz staruchu. Dziewczyna. - powiedział wskazując na stół Gryfonów.
-Jaka dziewczyna? - spytał opanowanym głosem.
-Hermiona Granger. Interesuje nas tylko ona. Dacie nam ją dobrowolnie albo weźmiemy ją sobie siłą. Wybór należy do ciebie, starcu, - rzekł przywództwa sił Voldemorta. Albus zamyślił się na chwilę. Już chciał się sprzeciwić, gdy Hermiona wyszła z szeregu i powiedziała:
-Nie pozwolę narazić innych. Pójdę z nimi profesorze.
-Hermiona nie pozwalam ci! - krzyknął Wybraniec. Bardzo bał się o przyjaciółkę. Nie chciał jej stracić, a wiedział, że jeśli Śmierciożercy dopadną ją w swoje ręce, na pewno to się stanie.....
-Harry, nie powstrzymasz mnie. Kocham Was - odrzekła i stanęła obok Śmierciożerców. Bała się, ale wiedziała, że tak trzeba. Działała w imię "większego dobra". Ostatni raz spojrzała na przyjaciół, a po jej twarzy spłynęła jedna łza.
-Idziemy - zadecydował Śmierciożerca. I wyszli. Ginny rozpłakała się i wtuliła w tors zszokowanego i załamanego Harry'ego. Gryfoni, Puchoni i Krukoni byli przerażeni, a Ślizgoni zszokowani. Nikt nie wiedział o co chodzi.
-Ała! - wrzasnęła dziewczyna, gdy jeden ze Śmierciożerców za mocno złapał ją za ramię.
-Uważaj kretynie! Chcesz MU podpaść?! - zapytał Avery, który ściągnął właśnie maskę. Hermiona popatrzyła zdziwiona na Śmierciożerce
-Nie, nic ci nie powiemy. - odpowiedział za nim ta zdążyła choćby otworzyć usta.
-Nie miałam zamiaru o nic pytać. - rzekła dziewczyna.
-Yhym - mruknął mężczyzna.
Kiedy doszli do odpowiedniego miejsca, aportowali się. Hermiona spostrzegła, że miejsce, na którym się znaleźli, to to samo, z którego aportowała się z Draco. Szli tą samą drogą i weszli do tego samego budynku. Więc to wszystko jednak prawda. Na Godryka skąd on tak doskonale zna drogę? Ano tak, jego ojciec jest śmierciożercą.... Za nim się zorientowała, weszła do jednej z komnat wraz Lucjuszem, Severus'em oraz Avery'm.
-Oto ona, panie. - rzekł Avery
-Widzę przecież. Możesz już iść. - odrzekł Voldemort
-Tak panie - ukłonił się i wyszedł. Jak tylko wyszedł, stało się coś czego się nie spodziewała. Jaszczur, jak nazywała go Hermiona, zmienił się w przystojnego mężczyznę, a obok niego stanęła piękna kobieta.
-To ona Tom? - spytała
-Tak Camille. - odpowiedział jej - Może usiądziemy? - zaproponował i wyczarował dwie kanapy i fotel. Riddle i ta kobieta usiedli na jednej kanapie, a Severus z Lucjuszem na drugiej. Camille wskazała mi fotel, więc usiadłam na nim.
-Zapewne jesteś ciekawa o co chodzi. - zaczął Czarny Pan - Otóż parę lat temu, a dokładnie 17, moja żona Camille... Zaraz, zaraz. To Voldemort ma żonę?! urodziła córkę I córkę? Na Merlina... Nazwaliśmy ją Hermiona I jeszcze nazywa się tak jak ja. Skandal. Roxanne, oczywiście Riddle. Rok później Dumbledore i ten jego śmieszny Zakon chcieli ją zabić. Narcyza wraz z Lucjuszem - i tu wskazał z wdzięcznością na Malfoy'a seniora - zabrali naszą córkę i ukryli ją. Lucjuszu....
-Pomyśleliśmy, że u mugoli będzie najbezpieczniejsza. Narcyza szukała odpowiedniej rodziny i w końcu znalazła państwa Granger. Słucham? Czy oni zmierzają do tego o czym ja myślę? W sumie, wtedy nazywali się Walker. Nie mogli mieć swoich dzieci, chociaż bardzo ich pragnęli. Zaproponowaliśmy im, że zaopiekują się Hermioną, oczywiście powiedzieliśmy im prawdę. To znaczy tyle ile powinni wiedzieć. Wiedzieli, że jest czarownicą i że jej biologiczni rodzice nie mogą się nią opiekować. Postawiliśmy im warunek, że kiedy nadejdzie czas bez oporów oddadzą ją. Zgodzili się. Nakazaliśmy im zmienić nazwisko. Tak dla bezpieczeństwa. Jak widać zrobili to. - kontynuował Malfoy.
-Dziękuję Lucjuszu. Severus'ie? - nakazał Voldemort
-Oczywiście, wiedzieliśmy, że uczęszcza do Hogwartu. Niestety, nie byliśmy poinformowani jak się obecnie nazywa. Jednak, w okół niej unosiła się potężna energia. Kiedy była w pobliżu biologicznej rodziny, dało się ją wyczuć.
-To zasługa Severus'a. Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy byśmy nie odzyskali naszej córeczki. - powiedziała Camille. - Tom?
-Pewnie zastanawiasz się po co ci to mówimy. Oh, naprawdę? Wiemy, że niedawno byłaś w tym zamku. Oho, niedobrze. Znalazłaś się tu nie bez powodu. Gobelin, który otworzył się przed Tobą jest bardzo stary i ważny dla rodziny Riddle. Z małą pomocą Sev'a.. Że co? Sev'a? To Voldemort zdrabnia imiona? nałożyłem na niego zaklęcia. Otworzy się tylko przed członkiem rodziny Riddle. Yyyy, a więc to rzeczywiście chyba to o czym myślę. Nie, nie, nie. Tylko nie to. A skoro otworzył się przed Tobą to znaczy..
-To znaczy, że jesteś naszą córką. - powiedziała kobieta i wytarła łzy szczęścia spływające jej po twarzy. - Hermiono... - otworzyła ramiona i zachęcała ją do przytulenia.
-To jakiś żart?! - krzyknęła dziewczyna - Do Hogwartu przychodzi 200 śmierciożerców i zabierają mnie do Voldemorta. Ten wyczarowuje kanapy i opowiada nam bajeczkę. Może dacie jeszcze mleko i ciasteczka, co?! - wrzeszczała - Myśleliście, że wam uwierzę? I co? Może mam paść wam w ramiona, krzyknąć, że nienawidzę mugoli i zacząć zabijać na prawo i lewo, żeby mój tatuś był dumny?! - przestała się kontrolować. Nie obchodziło ją, że właśnie krzyczy na Voldemorta i że w zamku jest z tysiąc śmierciożerców.
-CISZAAAA! - wrzasnął Czarny Pan i zmienił się z powrotem w paskudnego jaszczura.
-Tom, Tom błagam cię. Uspokój się. To nie jej wina. Każdy by tak zareagował. - broniła jej jego żona. -Córeczko, ja wiem że to dla ciebie trudne. Odzyskałam cię po 16 latach, skarbie. To ogromne przeżycie.
-Nie licz, że będę grzeczną i posłuszną córeczką. - warknęła
-Rozumiem, ale - próbowała dalej
-Nie ma "ale"! Nie będę waszą przynętą na Harry'ego!
-Nie obchodzi mnie ten dzieciak! - wrzasnął Riddle
-Tak? To dlaczego próbujesz go zabić?
-Nikogo nie... Dosyć tego. Nie będę ci się tłumaczyć smarkulo.
-TOM! - wszyscy w pomieszczeniu zaczęli już krzyczeć.
-Chcesz to sobie z nią tu siedź. Lucjuszu, Severusie idziemy. - zarządził i razem ze śmierciożercami. wyszedł.
-Hermiono.... Proszę, posłuchaj mnie. Porozmawiajmy. - prosiła Camille. Dziewczyna usiadła na fotelu i rzekła - No proszę. Słucham.
-Kochanie, to wszystko nie tak jak myślisz. - zaczęła
-Nie. Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Nie obchodzi mnie to. - rzekła oschle dziewczyna
-No dobrze. To chociaż, przyjmij swoje prawdziwe imię i nazwisko. Zaakceptuj nas. Nie musisz nas kochać, ale po prostu zaakceptuj. Proszę - Camille spojrzała błagalnie na Hermionę
-Niech będzie. To teraz nazywam się Hermiona Roxanne Riddle, tak? - zapytała chłodno
-Tak. Chcesz być ponownie przydzielona do domu? Trafisz wtedy do Slytherin'u...
-Nie. Zostaję Gryfonką. - powiedziała twardo - Mogę już wrócić do Hogwartu?
-Oczywiście, że tak. Severus cię zaprowadzi. Do zobaczenia, córeczko. - rzekła Camille
-Do widzenia. - odrzekła dziewczyna i kiedy była tuż przy drzwiach usłyszała:
- Pamiętaj, zawsze możesz do mnie przyjść. Każda decyzja należy do ciebie.
Nic na to nie odpowiedziała. Po prostu wyszła. Poczekała chwilę na Snape'a i udała się z nim do wyjścia.
-Profesorze, czy to prawda? - zapytała w połowie drogi. Snape spojrzał się na nią.
-Tak, to prawda, a ja jestem twoim chrzestnym. - odpowiedział nadzwyczajnie miło.
-Naprawdę? - zdziwiona patrzyła na profesora.
-Tak. Nikt nie wyprowadził Toma z równowagi tak jak ty. - rzekł Mistrz Eliksirów
-Ciekawe. - odrzekła. Resztę drogi przebyli w milczeniu. Gdy doszli do Hogwartu było już grubo po północy. Severus Snape powiedział jeszcze na koniec:
-Jeśli będziesz miała jakieś pytania, to możesz przyjść do mojego gabinetu. - i udał się w stronę lochów, a jego czarna szata falowała z jego krokami.
-Dziękuję - szepnęła. Co ja mam powiedzieć innym? Ginny powiem prawdę, jeśli ona mnie nie zrozumie to nikt, ale co z chłopakami? Zastanawiała się przez całą drogę. W końcu dotarła do Pokoju Wspólnego.
Witajcie! Rozdział taki sobie, ale mimo wszystko mam nadzieje, że Was nie zanudził. Prawie cały składa się z dialogów, no ale w końcu miała to być rozmowa rodziny Riddle, więc mam nadzieje, ze mi wybaczycie :-D Jak pewnie zauważyliście pojawiły się dwie zakładki - Bohaterowie i Zwiastun. W zakładce bohaterowie możecie zobaczyć jak wyglądają postacie (chociaż większość znacie, to możecie zerknąć jak wygląda np. Camille czy po prostu przejrzeć zdjęcie Hermiony, Draco itd.). W zakładce zwiastun możecie obejrzeć filmik, który zrobiłam sama (tak muszę się pochwalić xD). Jest to mój drugi zwiastun w życiu. Pierwszy zrobiłam o Tomione. Moim drugim blogu, który dopiero powstaje. Na razie jest tam tylko prolog, zwiastun i bohaterowie. Byłoby miło gdybyście zerknęli i skomentowali ;-) Oczywiście, do niczego nie zmuszam ;-) Jako, że mamy dzisiaj Sylwester, życzę Wam SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY!! :-D
Pozdrawiam
-Brawo, uczysz się Smoku. Uczysz się - śmiał się Blaise.
-Ucisz się Diable. Nie masz ciekawszych tematów? - rzekł znudzony blondyn
-Może mam, może nie mam. Możemy pogadać o dziewczynach, ale dopiero po jedzeniu. Naprawdę jestem strasznie głodny.... - marudził
-Okej, okej. Już nic nie mówię - powiedział i uśmiechnął się pod nosem
Szybko dotarli do Wielkiej Sali i po chwili nakładali sobie jedzenie na talerze.
-I co, lepiej ci już? - zapytał Draco
-Oj tak. Nigdy się tak chyba nie najadłem. - odpowiedział
-No to dobrze, bo...
I w tym właśnie momencie do Wielkiej Sali wszedł Śmierciożerca. W pomieszczeniu wybuchała panika. Za zamaskowanym mężczyzną stało około 200 innych. O dziwo nikt się nie ruszył z miejsca. Dumbledore uciszył uczniów.
-Mogę w czymś pomóc? - zapytał staruszek
-Tak, możesz staruchu. Dziewczyna. - powiedział wskazując na stół Gryfonów.
-Jaka dziewczyna? - spytał opanowanym głosem.
-Hermiona Granger. Interesuje nas tylko ona. Dacie nam ją dobrowolnie albo weźmiemy ją sobie siłą. Wybór należy do ciebie, starcu, - rzekł przywództwa sił Voldemorta. Albus zamyślił się na chwilę. Już chciał się sprzeciwić, gdy Hermiona wyszła z szeregu i powiedziała:
-Nie pozwolę narazić innych. Pójdę z nimi profesorze.
-Hermiona nie pozwalam ci! - krzyknął Wybraniec. Bardzo bał się o przyjaciółkę. Nie chciał jej stracić, a wiedział, że jeśli Śmierciożercy dopadną ją w swoje ręce, na pewno to się stanie.....
-Harry, nie powstrzymasz mnie. Kocham Was - odrzekła i stanęła obok Śmierciożerców. Bała się, ale wiedziała, że tak trzeba. Działała w imię "większego dobra". Ostatni raz spojrzała na przyjaciół, a po jej twarzy spłynęła jedna łza.
-Idziemy - zadecydował Śmierciożerca. I wyszli. Ginny rozpłakała się i wtuliła w tors zszokowanego i załamanego Harry'ego. Gryfoni, Puchoni i Krukoni byli przerażeni, a Ślizgoni zszokowani. Nikt nie wiedział o co chodzi.
-Ała! - wrzasnęła dziewczyna, gdy jeden ze Śmierciożerców za mocno złapał ją za ramię.
-Uważaj kretynie! Chcesz MU podpaść?! - zapytał Avery, który ściągnął właśnie maskę. Hermiona popatrzyła zdziwiona na Śmierciożerce
-Nie, nic ci nie powiemy. - odpowiedział za nim ta zdążyła choćby otworzyć usta.
-Nie miałam zamiaru o nic pytać. - rzekła dziewczyna.
-Yhym - mruknął mężczyzna.
Kiedy doszli do odpowiedniego miejsca, aportowali się. Hermiona spostrzegła, że miejsce, na którym się znaleźli, to to samo, z którego aportowała się z Draco. Szli tą samą drogą i weszli do tego samego budynku. Więc to wszystko jednak prawda. Na Godryka skąd on tak doskonale zna drogę? Ano tak, jego ojciec jest śmierciożercą.... Za nim się zorientowała, weszła do jednej z komnat wraz Lucjuszem, Severus'em oraz Avery'm.
-Oto ona, panie. - rzekł Avery
-Widzę przecież. Możesz już iść. - odrzekł Voldemort
-Tak panie - ukłonił się i wyszedł. Jak tylko wyszedł, stało się coś czego się nie spodziewała. Jaszczur, jak nazywała go Hermiona, zmienił się w przystojnego mężczyznę, a obok niego stanęła piękna kobieta.
-To ona Tom? - spytała
-Tak Camille. - odpowiedział jej - Może usiądziemy? - zaproponował i wyczarował dwie kanapy i fotel. Riddle i ta kobieta usiedli na jednej kanapie, a Severus z Lucjuszem na drugiej. Camille wskazała mi fotel, więc usiadłam na nim.
-Zapewne jesteś ciekawa o co chodzi. - zaczął Czarny Pan - Otóż parę lat temu, a dokładnie 17, moja żona Camille... Zaraz, zaraz. To Voldemort ma żonę?! urodziła córkę I córkę? Na Merlina... Nazwaliśmy ją Hermiona I jeszcze nazywa się tak jak ja. Skandal. Roxanne, oczywiście Riddle. Rok później Dumbledore i ten jego śmieszny Zakon chcieli ją zabić. Narcyza wraz z Lucjuszem - i tu wskazał z wdzięcznością na Malfoy'a seniora - zabrali naszą córkę i ukryli ją. Lucjuszu....
-Pomyśleliśmy, że u mugoli będzie najbezpieczniejsza. Narcyza szukała odpowiedniej rodziny i w końcu znalazła państwa Granger. Słucham? Czy oni zmierzają do tego o czym ja myślę? W sumie, wtedy nazywali się Walker. Nie mogli mieć swoich dzieci, chociaż bardzo ich pragnęli. Zaproponowaliśmy im, że zaopiekują się Hermioną, oczywiście powiedzieliśmy im prawdę. To znaczy tyle ile powinni wiedzieć. Wiedzieli, że jest czarownicą i że jej biologiczni rodzice nie mogą się nią opiekować. Postawiliśmy im warunek, że kiedy nadejdzie czas bez oporów oddadzą ją. Zgodzili się. Nakazaliśmy im zmienić nazwisko. Tak dla bezpieczeństwa. Jak widać zrobili to. - kontynuował Malfoy.
-Dziękuję Lucjuszu. Severus'ie? - nakazał Voldemort
-Oczywiście, wiedzieliśmy, że uczęszcza do Hogwartu. Niestety, nie byliśmy poinformowani jak się obecnie nazywa. Jednak, w okół niej unosiła się potężna energia. Kiedy była w pobliżu biologicznej rodziny, dało się ją wyczuć.
-To zasługa Severus'a. Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy byśmy nie odzyskali naszej córeczki. - powiedziała Camille. - Tom?
-Pewnie zastanawiasz się po co ci to mówimy. Oh, naprawdę? Wiemy, że niedawno byłaś w tym zamku. Oho, niedobrze. Znalazłaś się tu nie bez powodu. Gobelin, który otworzył się przed Tobą jest bardzo stary i ważny dla rodziny Riddle. Z małą pomocą Sev'a.. Że co? Sev'a? To Voldemort zdrabnia imiona? nałożyłem na niego zaklęcia. Otworzy się tylko przed członkiem rodziny Riddle. Yyyy, a więc to rzeczywiście chyba to o czym myślę. Nie, nie, nie. Tylko nie to. A skoro otworzył się przed Tobą to znaczy..
-To znaczy, że jesteś naszą córką. - powiedziała kobieta i wytarła łzy szczęścia spływające jej po twarzy. - Hermiono... - otworzyła ramiona i zachęcała ją do przytulenia.
-To jakiś żart?! - krzyknęła dziewczyna - Do Hogwartu przychodzi 200 śmierciożerców i zabierają mnie do Voldemorta. Ten wyczarowuje kanapy i opowiada nam bajeczkę. Może dacie jeszcze mleko i ciasteczka, co?! - wrzeszczała - Myśleliście, że wam uwierzę? I co? Może mam paść wam w ramiona, krzyknąć, że nienawidzę mugoli i zacząć zabijać na prawo i lewo, żeby mój tatuś był dumny?! - przestała się kontrolować. Nie obchodziło ją, że właśnie krzyczy na Voldemorta i że w zamku jest z tysiąc śmierciożerców.
-CISZAAAA! - wrzasnął Czarny Pan i zmienił się z powrotem w paskudnego jaszczura.
-Tom, Tom błagam cię. Uspokój się. To nie jej wina. Każdy by tak zareagował. - broniła jej jego żona. -Córeczko, ja wiem że to dla ciebie trudne. Odzyskałam cię po 16 latach, skarbie. To ogromne przeżycie.
-Nie licz, że będę grzeczną i posłuszną córeczką. - warknęła
-Rozumiem, ale - próbowała dalej
-Nie ma "ale"! Nie będę waszą przynętą na Harry'ego!
-Nie obchodzi mnie ten dzieciak! - wrzasnął Riddle
-Tak? To dlaczego próbujesz go zabić?
-Nikogo nie... Dosyć tego. Nie będę ci się tłumaczyć smarkulo.
-TOM! - wszyscy w pomieszczeniu zaczęli już krzyczeć.
-Chcesz to sobie z nią tu siedź. Lucjuszu, Severusie idziemy. - zarządził i razem ze śmierciożercami. wyszedł.
-Hermiono.... Proszę, posłuchaj mnie. Porozmawiajmy. - prosiła Camille. Dziewczyna usiadła na fotelu i rzekła - No proszę. Słucham.
-Kochanie, to wszystko nie tak jak myślisz. - zaczęła
-Nie. Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień. Nie obchodzi mnie to. - rzekła oschle dziewczyna
-No dobrze. To chociaż, przyjmij swoje prawdziwe imię i nazwisko. Zaakceptuj nas. Nie musisz nas kochać, ale po prostu zaakceptuj. Proszę - Camille spojrzała błagalnie na Hermionę
-Niech będzie. To teraz nazywam się Hermiona Roxanne Riddle, tak? - zapytała chłodno
-Tak. Chcesz być ponownie przydzielona do domu? Trafisz wtedy do Slytherin'u...
-Nie. Zostaję Gryfonką. - powiedziała twardo - Mogę już wrócić do Hogwartu?
-Oczywiście, że tak. Severus cię zaprowadzi. Do zobaczenia, córeczko. - rzekła Camille
-Do widzenia. - odrzekła dziewczyna i kiedy była tuż przy drzwiach usłyszała:
- Pamiętaj, zawsze możesz do mnie przyjść. Każda decyzja należy do ciebie.
Nic na to nie odpowiedziała. Po prostu wyszła. Poczekała chwilę na Snape'a i udała się z nim do wyjścia.
-Profesorze, czy to prawda? - zapytała w połowie drogi. Snape spojrzał się na nią.
-Tak, to prawda, a ja jestem twoim chrzestnym. - odpowiedział nadzwyczajnie miło.
-Naprawdę? - zdziwiona patrzyła na profesora.
-Tak. Nikt nie wyprowadził Toma z równowagi tak jak ty. - rzekł Mistrz Eliksirów
-Ciekawe. - odrzekła. Resztę drogi przebyli w milczeniu. Gdy doszli do Hogwartu było już grubo po północy. Severus Snape powiedział jeszcze na koniec:
-Jeśli będziesz miała jakieś pytania, to możesz przyjść do mojego gabinetu. - i udał się w stronę lochów, a jego czarna szata falowała z jego krokami.
-Dziękuję - szepnęła. Co ja mam powiedzieć innym? Ginny powiem prawdę, jeśli ona mnie nie zrozumie to nikt, ale co z chłopakami? Zastanawiała się przez całą drogę. W końcu dotarła do Pokoju Wspólnego.
Witajcie! Rozdział taki sobie, ale mimo wszystko mam nadzieje, że Was nie zanudził. Prawie cały składa się z dialogów, no ale w końcu miała to być rozmowa rodziny Riddle, więc mam nadzieje, ze mi wybaczycie :-D Jak pewnie zauważyliście pojawiły się dwie zakładki - Bohaterowie i Zwiastun. W zakładce bohaterowie możecie zobaczyć jak wyglądają postacie (chociaż większość znacie, to możecie zerknąć jak wygląda np. Camille czy po prostu przejrzeć zdjęcie Hermiony, Draco itd.). W zakładce zwiastun możecie obejrzeć filmik, który zrobiłam sama (tak muszę się pochwalić xD). Jest to mój drugi zwiastun w życiu. Pierwszy zrobiłam o Tomione. Moim drugim blogu, który dopiero powstaje. Na razie jest tam tylko prolog, zwiastun i bohaterowie. Byłoby miło gdybyście zerknęli i skomentowali ;-) Oczywiście, do niczego nie zmuszam ;-) Jako, że mamy dzisiaj Sylwester, życzę Wam SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU I SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY!! :-D
Pozdrawiam
środa, 24 grudnia 2014
Wesołych Świąt
Świąt pełnych magii i uroku, który się zdarza tylko raz w roku. Radości nawet z milczenia -w rodzinnym gronie to bez znaczenia.Ważne, by czas spędzony razem był najwspanialszym, świątecznym czasem
i by za rok wspominać miło, że nawet milczeć cudownie było.
Niech więc się spełni to życzenie, przynosząc wszystkim świąteczne wzruszenie.
Mam jeszcze dla Was taką świąteczną miniaturkę ;-) Mam nadzieje, że się Wam spodoba.
Dziś jest ostatni dzień szkoły w tym roku. Tydzień temu Dumbledore ogłosił Bal Bożonarodzeniowy. Dziewczyny chwaliły się, że taki i taki chłopak je zaprosił. Hermiony nie zaprosił nikt. Ron poprosił Lavender, Harry Ginny, Neville Lunę. Wszyscy mieli partnera tylko nie ona. Z początku Gryfonka nie chciała iść. Bała się, że wszyscy ją wyśmieją, bo przyszła sama. Na szczęście Ginny ją przekonała. Mówiła, że jeśli nie pójdzie, to będzie bardzo żałowała. Przyjaciółki postanowiły, że razem przygotują się na bal. Ginny założyła ogniście czerwoną sukienkę bez ramiączek, a Hermiona długą, kremową suknie. Ruda związała włosy w elegancki kok, a brązowooka zostawiła je rozpuszczone. Obie postawiły na delikatny makijaż, idealnie podkreślający ich naturalne piękno. O 19.50 wyszły z dormitorium. Miona weszła do Wielkiej Sali jako ostatnia. Stała na szczycie schodów i oszałamiała każdego, kto na nią spojrzał. Wyglądała przepięknie. Wow, czy to Hermiona? Takie myśli mieli wszyscy na sali. Na dole schodów stał ON. Sam. Nie zaprosił w tym roku żadnej dziewczyny. Chodź wiele robiło, żeby to właśnie ją wybrał, on nie chciał żadnej. Patrzył na nią zahipnotyzowany. Obserwował jak schodziła w dół. Podeszła do przyjaciół, a na sali zabrzmiały pierwsze dźwięki muzyki. Zaczął się Bal. Usiadł przy stoliku obok Blaise'a i patrzył jak Hermiona tańczy, a jej włosy wraz z nią. Wygląda tak uroczo.
-Idź poproś ją do tańca, Smoku. - zachęcał go chłopak.
-Myślisz, że się zgodzi? - w jego głosie, słychać było wahanie.
-Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz. - rzekł Diabeł i ruszył tańczyć z Pansy.
-Idź poproś ją do tańca, Smoku. - zachęcał go chłopak.
-Myślisz, że się zgodzi? - w jego głosie, słychać było wahanie.
-Jak nie spróbujesz, to się nie dowiesz. - rzekł Diabeł i ruszył tańczyć z Pansy.
Draco wstał i podszedł pewnym krokiem do dziewczyny, choć w środku kipiał z niepewności.
-Zatańczysz ze mną, Hermiono? - zapytał uwodzicielsko
-Eeem, oczywiście. - odpowiedziała i podała chłopakowi rękę. Zaczęli tańczyć w rytm szybkiej muzyki. Nagle, muzyka zmieniła się. Zaczęła lecieć piosenka, która świetnie odzwierciedlała jego uczucia.
-All I want for Christmas is you, Hermiono. - zaśpiewał wraz z piosenką Draco.
-Zatańczysz ze mną, Hermiono? - zapytał uwodzicielsko
-Eeem, oczywiście. - odpowiedziała i podała chłopakowi rękę. Zaczęli tańczyć w rytm szybkiej muzyki. Nagle, muzyka zmieniła się. Zaczęła lecieć piosenka, która świetnie odzwierciedlała jego uczucia.
-All I want for Christmas is you, Hermiono. - zaśpiewał wraz z piosenką Draco.
-Ja, ja nie wiem co powiedzieć. - spojrzała mu w oczy. Te piękne, stalowe oczy. Zobaczyła w nich miłość, prawdę i niepewność. - Make my wish come true. Baby all I want for Christmas is you.
-Naprawdę? Tak dawno chciałem ci to powiedzieć, ale bałem się, że mnie wyśmiejesz.
-Nigdy bym cię nie wyśmiała, Draco.
-Kocham Cię Hermiono. - powiedział i pocałował ją na środku Wielkiej Sali. Uczniowie zaczęli bić brawa. Kiedy dziewczyna oderwała się od chłopaka rzekła:
-Ja ciebie też kocham Draco. - po tych słowach, znowu złączyli swoje usta w gorącym pocałunku.
-Chodź, się przejść. Tu jest za dużo gapiów. - powiedział chłopak. Wyszli na błonia. Draco zdjął marynarkę i założył Hermionie. Usiedli na ławce.
-Jutro wyjeżdżamy do domów i zobaczymy się dopiero w nowym roku. Może... chciałabyś spędzić te święta ze mną? - zaproponował
-Bardzo bym chciała, ale dawno nie widziałam się z moimi rodzicami. Poza tym co by powiedzieli twoi? - odpowiedziała dziewczyna
-Twoi rodzice mogą spędzić święta z nami. W Malfoy Manor, a moimi rodzicami się nie przejmuj. Nie są tak straszni jakby się wydawało - rzekł i zaczął się śmiać - Mimo tego co mówią ludzie, pobrali się z miłości i cenią ją nad wszystko. Wiesz, że mój ojciec miał ożenić się z Bellatrix? Hahaha, na szczęście spotkał na korytarzu moją matkę no i tak wyszło. - zwierzył się Draco - To jak? Przyjmujesz moje zaproszenie?
-Tak, Draco. Przyjmuję.
-Świetnie, to jeszcze tylko jedna ważna rzecz i możemy wracać.
-Jaka? - spytała zdziwiona Gryfonka.
-Hermiono, zostaniesz moją dziewczyną?
-Oh, no oczywiście, że tak! Kocham cię - powiedziała uradowana i pocałowała chłopaka.
-Ja kocham cię bardziej. Wracajmy do środka, bo zamarzniesz. - wstali i ruszyli do Wielkiej Sali - Wiesz co? Coś czuję, że to będą wspaniałe święta. - powiedział i pocałował Hermionę w czerwony od zimna policzek.
-Nigdy bym cię nie wyśmiała, Draco.
-Kocham Cię Hermiono. - powiedział i pocałował ją na środku Wielkiej Sali. Uczniowie zaczęli bić brawa. Kiedy dziewczyna oderwała się od chłopaka rzekła:
-Ja ciebie też kocham Draco. - po tych słowach, znowu złączyli swoje usta w gorącym pocałunku.
-Chodź, się przejść. Tu jest za dużo gapiów. - powiedział chłopak. Wyszli na błonia. Draco zdjął marynarkę i założył Hermionie. Usiedli na ławce.
-Jutro wyjeżdżamy do domów i zobaczymy się dopiero w nowym roku. Może... chciałabyś spędzić te święta ze mną? - zaproponował
-Bardzo bym chciała, ale dawno nie widziałam się z moimi rodzicami. Poza tym co by powiedzieli twoi? - odpowiedziała dziewczyna
-Twoi rodzice mogą spędzić święta z nami. W Malfoy Manor, a moimi rodzicami się nie przejmuj. Nie są tak straszni jakby się wydawało - rzekł i zaczął się śmiać - Mimo tego co mówią ludzie, pobrali się z miłości i cenią ją nad wszystko. Wiesz, że mój ojciec miał ożenić się z Bellatrix? Hahaha, na szczęście spotkał na korytarzu moją matkę no i tak wyszło. - zwierzył się Draco - To jak? Przyjmujesz moje zaproszenie?
-Tak, Draco. Przyjmuję.
-Świetnie, to jeszcze tylko jedna ważna rzecz i możemy wracać.
-Jaka? - spytała zdziwiona Gryfonka.
-Hermiono, zostaniesz moją dziewczyną?
-Oh, no oczywiście, że tak! Kocham cię - powiedziała uradowana i pocałowała chłopaka.
-Ja kocham cię bardziej. Wracajmy do środka, bo zamarzniesz. - wstali i ruszyli do Wielkiej Sali - Wiesz co? Coś czuję, że to będą wspaniałe święta. - powiedział i pocałował Hermionę w czerwony od zimna policzek.
Zdrowia, szczęścia, miłości i radości. Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT!!! ;-***
wtorek, 23 grudnia 2014
Rozdział 13 - Plany
Dziewczyny po długiej, ale przyjemnej rozmowie, udały się do Wielkiej Sali na kolację. W drodze do niej, Ginny "porwał" Harry, więc starsza Gryfonka szła sama. Niestety, tym razem nie udało jej się uniknąć kontaktu z Blaise'm. Dorwał ją tuż przed drzwiami.
-Hermiono, dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? - zapytał smutno chłopak. Hermiona popatrzyła na niego smutnymi oczami, w których jednak tliły się ogniki złości i nie mówiąc ani słowa, chciała wejść do środka. Diabeł złapał ją za nadgarstek.
-Miona, co się stało? Proszę, odpowiedz. - prosił
-Nie mów do mnie "Miona". W ogóle się do mnie nie odzywaj. Nigdy ci tego nie wybaczę Zabini. Nigdy. - ostatnie słowo wyszeptała. Puścił ją. Nie rozumiał czego Hermiona mu nie wybaczy. Co ja zrobiłem? O co chodzi? Przygnębiony udał się do stołu Slytherin'u. Całkowicie stracił apetyt.
-Blaise, stało się coś? - zapytała Pansy. Chłopak spojrzał na nią smutnymi oczami i powiedział:
-"Straciłem wszystkich, których uważałem za moich przyjaciół. Nie mam tu nikogo do kogo mógłbym pójść o każdej porze i się wygadać."* Dziewczyna dalej nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale rzekła:
-Masz mnie. I Theo.
-Dziękuję Pan. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy...
-Nie ma za co Diable. Wszystko się ułoży, zobaczysz. - pocieszała go.
-Nie. Nic się nie ułoży. Wszystko się jebie. - powiedział
-Blaise! Nie mów tak no. Co się właściwie stało?
-Przepraszam. Nie tutaj. Przyjdź po kolacji do mojego dormitorium. Draco i tak pewnie nie będzie... - rzekł i zaczął robić sobie kolacje.
-Okej - powiedziała i zaczęła jeść, to co wcześniej nałożyła na talerz.
W tym samym czasie....
-Co za.... co za idioci. Niech tylko spróbują się do was zbliżyć to nie ręczę za siebie. Pomożesz mi Harry, prawda? - zapytał Ron - Prawda Harry? Harry?! HARRY?! - krzyczał
-Ron, daj spokój. Nie widzisz, że są zajęci? - powiedziała spokojnie Hermiona
-Nie, nie widzę. Lubię Harry'ego, ale to moja siostra. Muszą się całować przy mnie?
-Oj Ronaldzie. Nic nie rozumiesz. - zaśmiała się dziewczyna.
-Pff, też mi coś. - nachmurzył się rudzielec
-Weź coś zjedz, bo zaczynasz marudzić. - rzekła roześmiana Gryfonka.
-Aha, nie jestem głodny. Chociaż... - popatrzył na stół zapełniony jedzeniem i od razu wrócił mu apetyt. Harry i Ginny, którzy przestali się całować, roześmiali się w niebo głosy, a wraz z nimi osoby, które siedziały najbliżej nich i słyszeli rozmowę Rona z Hermioną.
Po kolacji, tak jak się z nią umówił, do jego dormitorium przyszła panna Parkinson. Usiedli na kanapie i Blaise zaproponował szklaneczkę Ognistej Whisky. Dziewczyna z ochotą przyjęła szklankę i poprosiła chłopaka, żeby zaczął mówić. Dziewczyna szczerze mu współczuła. Każdy uważa ją za rozpieszczoną arystokratkę, tapeciarę i nie czułą Mopsicę, a tak naprawdę jest miłą, wrażliwą, zabawną dziewczyną, trochę przesadzającą z makijażem. Swoje prawdziwe oblicze pokazuje jednak tylko nielicznym. Takie osoby nazywa przyjaciółmi. Tylko oni, znają prawdziwą Pansy.
-Diable, bardzo mi przykro. Rozumiem, że ją kochasz, ale ona nie jest Ciebie warta. Rozejrzyj się, w całym Hogwarcie jest pełno dziewczyn, którym się podobasz. A jeśli chodzi o Smoka to z tego co wywnioskowałam z twojej wypowiedzi, Draco odsunął się od ciebie, ponieważ zadawałeś się z Weasly i Granger. Skoro one nie chcą utrzymywać z tobą kontaktu, to jestem przekonana, że dogadasz się z nim i wszystko będzie tak jak kiedyś. Zobaczysz. - wygłosiła swój monolog i czekała na reakcje
-Może masz rację Pansy. Dziękuję ci. Dziękuję za wszystko. - powiedział Blaise i przytulił dziewczynę
-Nie ma za co Diable. Nie ma za co. - uśmiechnęła się. - Było miło, ale muszę już iść. W końcu jutro poniedziałek, ehh. Dobranoc Blaise.
-Tak, niestety już poniedziałek. Dobranoc Pan. Miłych snów!
Tej nocy czuł się już lepiej. Może Pansy naprawdę ma rację? Może wszystko się ułoży? W końcu nic w naszym życiu nie dzieje się bez powodu... Z takimi myślami zasnął.
Pierwsze promienie światła słonecznego padały Gryfonce prosto na twarz i sprawiły, że dziewczyna leniwie zwlekła się z łóżka. Podeszła do szafy i po bardzo krótkim namyśle wybrała odpowiednie ubrania oraz dodatki. Hermiona z wybranym kompletem ubrań poszła do łazienki. Wymyta, ubrana. wyczesana i wyperfumowana udała się na lekcje. Pierwszy raz nie mogła się skupić. Nawet na jej ulubionej transmutacji coś cały czas odwracało jej uwagę od profesorki. Czuła, że coś się stanie. Nie wiedziała tylko co. Do końca lekcji zostały jej jeszcze 3 z czego jedną z nich było zielarstwo. W szklarni zorientowała się, że Malfoy'a nie było na żadnej lekcji ani na śniadaniu. W sumie ostatni raz widziała go w Pokoju Życzeń. A niech by się i nawet utopił. Nie obchodzi mnie ten arystokratyczny cwaniaczek.
-Chwila, chwila. O czym ja myślę? - powiedziała szeptem do siebie. Choćbym nie wiem jak nienawidziła Malfoy'a nie mogę chcieć, żeby zginął. Gryfoni tak nie postępują, tylko Ślizgoni, a ja przecież jestem Gryfonką na Godryka. Owszem, jest Gryfonką. Jak na razie jest.
W czasie, gdy Hermiona i inni byli na lekcjach, on siedział na fotelu w salonie w Malfoy Manor i rozmawiał ze swoim ojcem.
-Powiedz mi synu, jak znalazłeś się z panną Granger w komnacie Lorda? - zapytał Lucjusz, a Draconowi stanęło serce.
-My, my byliśmy na szlabanie. Sprzątaliśmy jakąś niemagiczną salę i Granger jakimś cudem otworzyła drzwi, ukryte pod starym gobelinem. Z ciekawości weszliśmy do środka. Szliśmy ciemnym korytarzem i doszliśmy do pomieszczenia, które całe było we krwi. Jedynymi drzwiami były drzwi od starej szafy. Otworzyliśmy je i znaleźliśmy się w komnacie Czarnego Pana, ojcze. - opowiedział Draco, pomijając przy tym parę zdarzeń.
-Czy ten gobelin... czy on przedstawiał kobietę, piękną kobietę z długimi ciemnobrązowymi, falowanymi włosami z malutkim dzieckiem na rękach i mężczyznę, ubranego na czarno, rozkładającego ręce, jakby chciał ochronić te dwie inne postacie? A tło było ciemnozielone i były na nim różne czarne wzory? - spytał bardzo, ale to bardzo poważnie Malfoy senior
-Tak, ojcze. Skąd wiesz? - zapytał zdezorientowany chłopak.
-A więc to prawda. Lord miał rację. Ale jak to możliwe? - mówił sam do siebie mężczyzna
-Co jest prawdą? O co tu chodzi? - pytał Draco
-Synu, mam nadzieje, że nie naprzykrzałeś się pannie Granger? - poważny ton, przeraził go
-Granger jest szlamą. Mówiłeś mi, że takie osoby trzeba gnębić. Tak postępuję Czarny Pan. Dlaczego ona tak bardzo cię interesuje? Dowiem się wreszcie o co chodzi?! - powiedział zniecierpliwiony młody Malfoy
-Dowiesz się, ale w swoim czasie synu. W swoim czasie. A teraz chodź ze mną. Musimy porozmawiać z Lordem. - powiedział Lucjusz i deportował się przed Riddle Manor. Weszli do środka i szli długimi korytarzami. W końcu dotarli do ogromnych, masywnych drzwi.
-Zaczekaj tu. - powiedział Malfoy senior i otworzył drzwi, zostawiając chłopaka samego.
-Panie - rzekł i ukłonił się na powitanie.
-Witaj Lucjuszu. Co cię do mnie sprowadza? - spytał chłodno Lord
-Panie, to prawda. Hermiona Granger jest twoją córką, Panie.
-Jaką masz pewność?
-W niemagicznej sali, ta dziewczyna otworzyła drzwi, ukryte pod gobelinem. Twoim gobelinem Panie.
-Jesteś pewien, że to był własnie TEN gobelin? - Tom spojrzał na niego uważnie
-Tak Panie. Trójka ludzi. Kobieta trzymająca małe dziecko na rękach i mężczyzna z rozłożonymi rękami. Ciemnozielone tło i co najważniejsze, z dużą ilością czarnych znaków Panie. To musi być on. Mój syn czeka pod drzwi, jeśli chcesz panie możesz sprawdzić.
-Nie trzeba to rzeczywiście on, Lucjuszu - powiedział i wstał. - A więc jednak. Moja córka jest w Hogwarcie. Wiesz co to oznacza?
-Nie Panie.
-To oznacza, że ruszamy na Hogwart. Dzisiaj. Muszę ją odzyskać. - postanowił
-Ale Panie to....
-Nie ma "ale" Lucjuszu. Moja córka musi znać prawdę. - rzekł Voldemort
-Tak jest Panie. - powiedział pokornym głosem Malfoy senior - A co z Draconem?
-Nic. Niech wróci do Hogwartu. Dowie się wtedy, kiedy dowiedzą się wszyscy. - zarządził
-Dobrze Panie. Jak sobie życzysz Panie. - odrzekł Lucjusz i wyszedł
Kiedy Draco wrócił do dormitorium od razu powędrował do barku, gdzie trzyma Whisky. Ta cała sprawa z Granger nie dawała mu spokoju. No jasne. Jak coś się pieprzy to to zawsze wina Granger. Nie wiedział dlaczego jego ojciec cały czas o nią wypytywał i skąd wiedział o jaki gobelin chodzi. Siedział tak i rozmyślał, aż do pomieszczenia wszedł Blaise.
-O, przepraszam. Wezmę tylko jedną rzecz i już mnie nie ma. - powiedział chłopak
-Daj spokój, Diable. Zapomnijmy o tamtej akcji, okej? Wstyd się przyznać, ale tęsknie za naszymi rozmowami przy dobrej Whisky.... - rzekł Malfoy
-Jak sobie życzysz Smoku! - powiedział ze szczerym uśmiechem Blaise - Ja też za tym tęskniłem Stary.
Chłopcy uściskali się po koleżeńsku, tak jak tylko oni to robią i Draco opowiedział Diabłowi o akcji w Malfoy Manor.
-Ej, o co może chodzić?
-Nie wiem, ale wiem, że mój ojciec był spięty jak gacie Merlina. - odpowiedział blondyn
-To bardzo interesujące.... a właśnie. Jak już o Granger mowa. Wiesz o co jej chodzi? - spytał Blaise
-Nie mam pojęcia chłopie. Jej to nikt nie ogarnie. Nawet sam Merlin miałby z tym problem. - zaśmiał się, a po chwili dołączył do niego drugi.
-Ty, już 19.00 Miałeś farta, bo nie było cię na lekcjach, a ja byłem i przez to okropnie zgłodniałem. Chodźmy coś zjeść.
-Ale ty jesteś głodomorem. Dobra, daj mi 5 minut i możemy iść. - odrzekł Draco
-A ty zachowujesz się jak baba - powiedział i wystawił mu język - czekam 5 minut i ani sekundy dłużej!
-Dobra, dobra. - odpowiedział lekceważąco Smok
Po 4 minutach wychodzili z Pokoju Wspólnego.
-Brawo, uczysz się Smoku. Uczysz się - śmiał się Blaise.
-Ucisz się Diable. Nie masz ciekawszych tematów? - rzekł znudzony blondyn
-Może mam, może nie mam. Możemy pogadać o dziewczynach, ale dopiero po jedzeniu. Naprawdę jestem strasznie głodny.... - marudził
-Okej, okej. Już nic nie mówię - powiedział i uśmiechnął się pod nosem
Szybko dotarli do Wielkiej Sali i po chwili nakładali sobie jedzenie na talerze.
-I co, lepiej ci już? - zapytał Draco
-Oj tak. Nigdy się tak chyba nie najadłem. - odpowiedział
-No to dobrze, bo...
I w tym właśnie momencie.....
*cytat wzięty z http://www.photoblog.pl/opisynafbl97/137517931
Witam, witam i o zdrowie pytam! Jest po 20 a miałam dodać ten rozdział koło południa, ale przedświąteczne zakupy. Sami rozumiecie, prawda? :-) Bardzo dziękuję za wspaniałe komentarze pod ostatnim rozdziałem. One bardzo motywują. Mam nadzieje, że spodobał Wam się ten rozdział i że nie będzie w nim błędów. Chociaż ja mogę i z 10 razy czytać i zawsze znajdę jakąś literówkę albo coś, więc wybaczcie... Dziękuję Wam za wszystko do zobaczenia
Ps. Nie jestem pewna kiedy będzie nowy rozdział, zależy jak spędzę pierwszy dzień świąt. Wątpię, żebym jutro miała czas, a w drugi dzień świąt idę do babci, bo ma urodziny, także nowy rozdział będzie albo w pierwszy dzień świąt albo po świętach.
Ps.2 Jednak znajdę jutro czas, żeby złożyć Wam życzenia, więc możecie oczekiwać świątecznej notki :-D
-Hermiono, dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać? - zapytał smutno chłopak. Hermiona popatrzyła na niego smutnymi oczami, w których jednak tliły się ogniki złości i nie mówiąc ani słowa, chciała wejść do środka. Diabeł złapał ją za nadgarstek.
-Miona, co się stało? Proszę, odpowiedz. - prosił
-Nie mów do mnie "Miona". W ogóle się do mnie nie odzywaj. Nigdy ci tego nie wybaczę Zabini. Nigdy. - ostatnie słowo wyszeptała. Puścił ją. Nie rozumiał czego Hermiona mu nie wybaczy. Co ja zrobiłem? O co chodzi? Przygnębiony udał się do stołu Slytherin'u. Całkowicie stracił apetyt.
-Blaise, stało się coś? - zapytała Pansy. Chłopak spojrzał na nią smutnymi oczami i powiedział:
-"Straciłem wszystkich, których uważałem za moich przyjaciół. Nie mam tu nikogo do kogo mógłbym pójść o każdej porze i się wygadać."* Dziewczyna dalej nie za bardzo wiedziała o co chodzi, ale rzekła:
-Masz mnie. I Theo.
-Dziękuję Pan. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy...
-Nie ma za co Diable. Wszystko się ułoży, zobaczysz. - pocieszała go.
-Nie. Nic się nie ułoży. Wszystko się jebie. - powiedział
-Blaise! Nie mów tak no. Co się właściwie stało?
-Przepraszam. Nie tutaj. Przyjdź po kolacji do mojego dormitorium. Draco i tak pewnie nie będzie... - rzekł i zaczął robić sobie kolacje.
-Okej - powiedziała i zaczęła jeść, to co wcześniej nałożyła na talerz.
W tym samym czasie....
-Co za.... co za idioci. Niech tylko spróbują się do was zbliżyć to nie ręczę za siebie. Pomożesz mi Harry, prawda? - zapytał Ron - Prawda Harry? Harry?! HARRY?! - krzyczał
-Ron, daj spokój. Nie widzisz, że są zajęci? - powiedziała spokojnie Hermiona
-Nie, nie widzę. Lubię Harry'ego, ale to moja siostra. Muszą się całować przy mnie?
-Oj Ronaldzie. Nic nie rozumiesz. - zaśmiała się dziewczyna.
-Pff, też mi coś. - nachmurzył się rudzielec
-Weź coś zjedz, bo zaczynasz marudzić. - rzekła roześmiana Gryfonka.
-Aha, nie jestem głodny. Chociaż... - popatrzył na stół zapełniony jedzeniem i od razu wrócił mu apetyt. Harry i Ginny, którzy przestali się całować, roześmiali się w niebo głosy, a wraz z nimi osoby, które siedziały najbliżej nich i słyszeli rozmowę Rona z Hermioną.
Po kolacji, tak jak się z nią umówił, do jego dormitorium przyszła panna Parkinson. Usiedli na kanapie i Blaise zaproponował szklaneczkę Ognistej Whisky. Dziewczyna z ochotą przyjęła szklankę i poprosiła chłopaka, żeby zaczął mówić. Dziewczyna szczerze mu współczuła. Każdy uważa ją za rozpieszczoną arystokratkę, tapeciarę i nie czułą Mopsicę, a tak naprawdę jest miłą, wrażliwą, zabawną dziewczyną, trochę przesadzającą z makijażem. Swoje prawdziwe oblicze pokazuje jednak tylko nielicznym. Takie osoby nazywa przyjaciółmi. Tylko oni, znają prawdziwą Pansy.
-Diable, bardzo mi przykro. Rozumiem, że ją kochasz, ale ona nie jest Ciebie warta. Rozejrzyj się, w całym Hogwarcie jest pełno dziewczyn, którym się podobasz. A jeśli chodzi o Smoka to z tego co wywnioskowałam z twojej wypowiedzi, Draco odsunął się od ciebie, ponieważ zadawałeś się z Weasly i Granger. Skoro one nie chcą utrzymywać z tobą kontaktu, to jestem przekonana, że dogadasz się z nim i wszystko będzie tak jak kiedyś. Zobaczysz. - wygłosiła swój monolog i czekała na reakcje
-Może masz rację Pansy. Dziękuję ci. Dziękuję za wszystko. - powiedział Blaise i przytulił dziewczynę
-Nie ma za co Diable. Nie ma za co. - uśmiechnęła się. - Było miło, ale muszę już iść. W końcu jutro poniedziałek, ehh. Dobranoc Blaise.
-Tak, niestety już poniedziałek. Dobranoc Pan. Miłych snów!
Tej nocy czuł się już lepiej. Może Pansy naprawdę ma rację? Może wszystko się ułoży? W końcu nic w naszym życiu nie dzieje się bez powodu... Z takimi myślami zasnął.
Pierwsze promienie światła słonecznego padały Gryfonce prosto na twarz i sprawiły, że dziewczyna leniwie zwlekła się z łóżka. Podeszła do szafy i po bardzo krótkim namyśle wybrała odpowiednie ubrania oraz dodatki. Hermiona z wybranym kompletem ubrań poszła do łazienki. Wymyta, ubrana. wyczesana i wyperfumowana udała się na lekcje. Pierwszy raz nie mogła się skupić. Nawet na jej ulubionej transmutacji coś cały czas odwracało jej uwagę od profesorki. Czuła, że coś się stanie. Nie wiedziała tylko co. Do końca lekcji zostały jej jeszcze 3 z czego jedną z nich było zielarstwo. W szklarni zorientowała się, że Malfoy'a nie było na żadnej lekcji ani na śniadaniu. W sumie ostatni raz widziała go w Pokoju Życzeń. A niech by się i nawet utopił. Nie obchodzi mnie ten arystokratyczny cwaniaczek.
-Chwila, chwila. O czym ja myślę? - powiedziała szeptem do siebie. Choćbym nie wiem jak nienawidziła Malfoy'a nie mogę chcieć, żeby zginął. Gryfoni tak nie postępują, tylko Ślizgoni, a ja przecież jestem Gryfonką na Godryka. Owszem, jest Gryfonką. Jak na razie jest.
W czasie, gdy Hermiona i inni byli na lekcjach, on siedział na fotelu w salonie w Malfoy Manor i rozmawiał ze swoim ojcem.
-Powiedz mi synu, jak znalazłeś się z panną Granger w komnacie Lorda? - zapytał Lucjusz, a Draconowi stanęło serce.
-My, my byliśmy na szlabanie. Sprzątaliśmy jakąś niemagiczną salę i Granger jakimś cudem otworzyła drzwi, ukryte pod starym gobelinem. Z ciekawości weszliśmy do środka. Szliśmy ciemnym korytarzem i doszliśmy do pomieszczenia, które całe było we krwi. Jedynymi drzwiami były drzwi od starej szafy. Otworzyliśmy je i znaleźliśmy się w komnacie Czarnego Pana, ojcze. - opowiedział Draco, pomijając przy tym parę zdarzeń.
-Czy ten gobelin... czy on przedstawiał kobietę, piękną kobietę z długimi ciemnobrązowymi, falowanymi włosami z malutkim dzieckiem na rękach i mężczyznę, ubranego na czarno, rozkładającego ręce, jakby chciał ochronić te dwie inne postacie? A tło było ciemnozielone i były na nim różne czarne wzory? - spytał bardzo, ale to bardzo poważnie Malfoy senior
-Tak, ojcze. Skąd wiesz? - zapytał zdezorientowany chłopak.
-A więc to prawda. Lord miał rację. Ale jak to możliwe? - mówił sam do siebie mężczyzna
-Co jest prawdą? O co tu chodzi? - pytał Draco
-Synu, mam nadzieje, że nie naprzykrzałeś się pannie Granger? - poważny ton, przeraził go
-Granger jest szlamą. Mówiłeś mi, że takie osoby trzeba gnębić. Tak postępuję Czarny Pan. Dlaczego ona tak bardzo cię interesuje? Dowiem się wreszcie o co chodzi?! - powiedział zniecierpliwiony młody Malfoy
-Dowiesz się, ale w swoim czasie synu. W swoim czasie. A teraz chodź ze mną. Musimy porozmawiać z Lordem. - powiedział Lucjusz i deportował się przed Riddle Manor. Weszli do środka i szli długimi korytarzami. W końcu dotarli do ogromnych, masywnych drzwi.
-Zaczekaj tu. - powiedział Malfoy senior i otworzył drzwi, zostawiając chłopaka samego.
-Panie - rzekł i ukłonił się na powitanie.
-Witaj Lucjuszu. Co cię do mnie sprowadza? - spytał chłodno Lord
-Panie, to prawda. Hermiona Granger jest twoją córką, Panie.
-Jaką masz pewność?
-W niemagicznej sali, ta dziewczyna otworzyła drzwi, ukryte pod gobelinem. Twoim gobelinem Panie.
-Jesteś pewien, że to był własnie TEN gobelin? - Tom spojrzał na niego uważnie
-Tak Panie. Trójka ludzi. Kobieta trzymająca małe dziecko na rękach i mężczyzna z rozłożonymi rękami. Ciemnozielone tło i co najważniejsze, z dużą ilością czarnych znaków Panie. To musi być on. Mój syn czeka pod drzwi, jeśli chcesz panie możesz sprawdzić.
-Nie trzeba to rzeczywiście on, Lucjuszu - powiedział i wstał. - A więc jednak. Moja córka jest w Hogwarcie. Wiesz co to oznacza?
-Nie Panie.
-To oznacza, że ruszamy na Hogwart. Dzisiaj. Muszę ją odzyskać. - postanowił
-Ale Panie to....
-Nie ma "ale" Lucjuszu. Moja córka musi znać prawdę. - rzekł Voldemort
-Tak jest Panie. - powiedział pokornym głosem Malfoy senior - A co z Draconem?
-Nic. Niech wróci do Hogwartu. Dowie się wtedy, kiedy dowiedzą się wszyscy. - zarządził
-Dobrze Panie. Jak sobie życzysz Panie. - odrzekł Lucjusz i wyszedł
Kiedy Draco wrócił do dormitorium od razu powędrował do barku, gdzie trzyma Whisky. Ta cała sprawa z Granger nie dawała mu spokoju. No jasne. Jak coś się pieprzy to to zawsze wina Granger. Nie wiedział dlaczego jego ojciec cały czas o nią wypytywał i skąd wiedział o jaki gobelin chodzi. Siedział tak i rozmyślał, aż do pomieszczenia wszedł Blaise.
-O, przepraszam. Wezmę tylko jedną rzecz i już mnie nie ma. - powiedział chłopak
-Daj spokój, Diable. Zapomnijmy o tamtej akcji, okej? Wstyd się przyznać, ale tęsknie za naszymi rozmowami przy dobrej Whisky.... - rzekł Malfoy
-Jak sobie życzysz Smoku! - powiedział ze szczerym uśmiechem Blaise - Ja też za tym tęskniłem Stary.
Chłopcy uściskali się po koleżeńsku, tak jak tylko oni to robią i Draco opowiedział Diabłowi o akcji w Malfoy Manor.
-Ej, o co może chodzić?
-Nie wiem, ale wiem, że mój ojciec był spięty jak gacie Merlina. - odpowiedział blondyn
-To bardzo interesujące.... a właśnie. Jak już o Granger mowa. Wiesz o co jej chodzi? - spytał Blaise
-Nie mam pojęcia chłopie. Jej to nikt nie ogarnie. Nawet sam Merlin miałby z tym problem. - zaśmiał się, a po chwili dołączył do niego drugi.
-Ty, już 19.00 Miałeś farta, bo nie było cię na lekcjach, a ja byłem i przez to okropnie zgłodniałem. Chodźmy coś zjeść.
-Ale ty jesteś głodomorem. Dobra, daj mi 5 minut i możemy iść. - odrzekł Draco
-A ty zachowujesz się jak baba - powiedział i wystawił mu język - czekam 5 minut i ani sekundy dłużej!
-Dobra, dobra. - odpowiedział lekceważąco Smok
Po 4 minutach wychodzili z Pokoju Wspólnego.
-Brawo, uczysz się Smoku. Uczysz się - śmiał się Blaise.
-Ucisz się Diable. Nie masz ciekawszych tematów? - rzekł znudzony blondyn
-Może mam, może nie mam. Możemy pogadać o dziewczynach, ale dopiero po jedzeniu. Naprawdę jestem strasznie głodny.... - marudził
-Okej, okej. Już nic nie mówię - powiedział i uśmiechnął się pod nosem
Szybko dotarli do Wielkiej Sali i po chwili nakładali sobie jedzenie na talerze.
-I co, lepiej ci już? - zapytał Draco
-Oj tak. Nigdy się tak chyba nie najadłem. - odpowiedział
-No to dobrze, bo...
I w tym właśnie momencie.....
*cytat wzięty z http://www.photoblog.pl/opisynafbl97/137517931
Witam, witam i o zdrowie pytam! Jest po 20 a miałam dodać ten rozdział koło południa, ale przedświąteczne zakupy. Sami rozumiecie, prawda? :-) Bardzo dziękuję za wspaniałe komentarze pod ostatnim rozdziałem. One bardzo motywują. Mam nadzieje, że spodobał Wam się ten rozdział i że nie będzie w nim błędów. Chociaż ja mogę i z 10 razy czytać i zawsze znajdę jakąś literówkę albo coś, więc wybaczcie... Dziękuję Wam za wszystko do zobaczenia
Ps. Nie jestem pewna kiedy będzie nowy rozdział, zależy jak spędzę pierwszy dzień świąt. Wątpię, żebym jutro miała czas, a w drugi dzień świąt idę do babci, bo ma urodziny, także nowy rozdział będzie albo w pierwszy dzień świąt albo po świętach.
Ps.2 Jednak znajdę jutro czas, żeby złożyć Wam życzenia, więc możecie oczekiwać świątecznej notki :-D
poniedziałek, 22 grudnia 2014
Rozdział 12 - Prawda wychodzi na jaw
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy czekali na ten rozdział. Bardzo, bardzo Wam dziękuję!!
Hermiona szybko udała się do Pokoju Wspólnego, gdy tylko weszła każdy na nią patrzył. Ginny, Harry i Ron podbiegli do niej i rzucili się jej na szyję. Płacząc ze szczęścia, powitali ją.
-Hermionka, nic Ci nie jest, tak się martwiliśmy, gdzie Ty byłaś? - zapytała Ruda. Cały makijaż spływał jej po twarzy, jednak szeroki uśmiech odwracał uwagę od smug tuszu do rzęs.
-Jaa, ja byłam na szlabanie. - odpowiedziała Hermiona, chcąc uniknąć zbędnych pytań.
-Na szlabanie? Miona, tyle czasu? Nam możesz powiedzieć wszystko, pamiętaj. - Harry poprawił swoje okulary i patrząc na Hermionę braterskimi oczami, czekał na jej odpowiedź.
- Wiem, Harry. Kocham was, ale naprawdę byłam na szlabanie. Jestem zmęczona, to był długi szlaban, jak zauważyliście. Pójdę spać, dobranoc.
-Dobranoc - odpowiedzieli chórem. Chłopcy uwierzyli pannie Granger, Ginny czuła jednak, że ich przyjaciółka coś przed nimi ukrywa. Obiecała sobie, że dowie się co.
Gryfonka postanowiła wziąć ciepłą kąpiel i zrelaksować się. Gdy tylko zanurzyła się w wodzie, odetchnęła. Ciepła woda odprężała każdy skrawek jej ciała i umysł. Leżała póki woda nie zaczynała robić się chłodna, gdy to nastało szybko się umyła i wyszła z wanny. Opatuliła się ciepłym, grubym, puchowym ręcznikiem i wysuszyła. Ubrała swoją ulubioną piżamę, wyszła z łazienki i wygodnie ułożyła się na łóżku. Zanim porwał ją sen, przypomniały jej się wydarzenia ze szlabanu. Jedna łza spłynęła jej po policzku. Szybko ją wytarła. Nie chciała płakać. Nie przez arystokratyczną fretkę...
Draco wszedł dumnym krokiem do salonu. Wszyscy byli już w swoich dormitoriach, poza Diabłem.
-Smoku! Gdzieś ty był na Salazara?
-Na szlabanie z Granger, a niby gdzie miałbym być? - odpowiedział ironicznie blondyn.
-Draco, oboje wiemy, że to nieprawda. Powiedz mi, gdzie byłeś naprawdę. Przecież jesteśmy przyjaciółmi. Zapomniałeś?
-Blaise. Skończ. - powiedział chłodno młody Malfoy i udał się do dormitorium. Wziął szybki prysznic i poszedł spać. Tej nocy, nie mógł jednak spać spokojnie. Ciągle miał w głowie scenę, w której mówił, że to nic między nimi nie zmieniło. Tak bardzo żałował tych słów....
Blaise też nie mógł spokojnie zasnąć. Dręczyła go kłótnia z Ginny. Nie chciał, żeby tak wyszło. Nie wiedział, że znalazła pocieszenie u Harry'ego.... Po pójściu panny Granger, spać poszedł Ron, a rudowłosa dziewczyna została sama z Wybrańcem. Usiedli na kanapie i Ruda zaczęła żalić się Harry'emu, że pokłóciła się z Blaise'em. Skończyło się na tym, że zaczęli się całować i zasnęli, wtuleni w siebie. Najgorsze jest w tym to, że to Ginny zaczęła pierwsza całować chłopaka. Świadomie całowała się z innym, będąc w związku z Blaise'm. Zdradziła go i nie czuła wyrzutów sumienia....
Następny dzień zaczął się dla wszystkich radośnie. Slytherin świętował powrót Księcia, a Gryffindor powrót Gryfonki. Wszyscy siedzieli w Wielkiej Sali i jedli śniadanie. Nagle, do stołu Lwa, a właściwie do Ginny, podszedł nie kto inny, jak Blaise.
-Możemy porozmawiać? - zapytał
-A mamy o czym? - odpowiedziała pytaniem rudowłosa
-Tak. Wczorajsza kłótnia. Pamiętasz? - powiedział i spojrzał jej w oczy
-A co tu pamiętać? Wybrałeś fretkę zamiast mnie.
-Nie Ginny to nie tak! - zaprotestował chłopak.
-Nie tak, to znaczy jak?! - zezłościła się
-Po prostu on jest moim przyjacielem i nie mogłem pozwolić, żebyś go obwiniała..... - nie dane było mu dokończyć, bo w tym właśnie momencie dostał porządnego liścia od Rudej.
-To koniec Zabini. - powiedziała tak chłodno, że Hermionę, która siedziała obok wstrząsnęły dreszcze.
-Zrywasz ze mną? Dlatego, że bronię przyjaciela?! - Diabeł sam nie wiedział jak ma się zachować. Czuł się oszukany, wykorzystany, samotny...
-Byłeś pomyłką. Wczoraj to zrozumiałam. - grobowa mina przerażała wszystkich.
-Ah tak? A co się wczoraj takiego stało, co? - krzyknął Blaise, a Ginny spojrzała na Wybrańca i odparła: Zrozumiałam, że kocham tylko Harry'ego. Słysząc to, Diabeł uderzył w stół i wyszedł z Wielkiej Sali. Ruda usiadła Harry'emu na kolana, a Hermiona patrzyła otępiała na scenę rozgrywającą się tuż przed nią. Myślała, że Draco pójdzie za przyjacielem, ale gdy zobaczyła, że ten ani myśli o wyjściu, przeprosiła przyjaciół i powiedziała, że musi na chwilę iść do dormitorium. Zamiast tego, pobiegła szukać Diabła.
Biegała po korytarzach, błoniach, salonie Ślizgonów, a nawet męskich toaletach, ale po chłopaku nie było ani śladu. Wreszcie pomyślała o czymś co zmroziło jej krew w żyłach. Biegła ile sił w nogach i modliła się, żeby nie było za późno, kiedy wreszcie dotarła na szczyt wieży astronomicznej, błagała Blaise'a, żeby zszedł. Chłopak jednak nie miał takiego zamiaru. Nienawidził Ginny, Draco, wszystkich. Nienawidził siebie. Kiedy jednak usłyszał upadek i płacz, odwrócił się w stronę Gryfonki. Dziewczyna upadła na kolana i płacząc, prosiła go, by się nie wygłupiał i zszedł. Blaise widząc to nie mógł nie spełnić jej prośby. Podszedł do niej i wtuleni w siebie oboje płakali. Ślizgon z bezsilności, Gryfonka ze szczęścia. Spędzili tak z jakąś godzinę.
-Diabełku, błagam Cię, nie rób tego nigdy więcej. Jasne?
-Tak, Hermiono....
-No, a teraz idź do dormitorium i doprowadź się do porządku, a ja muszę coś załatwić. Do zobaczenia! - pożegnała się z chłopakiem i pobiegła szukać innego Ślizgona. Na jednym z pięter znalazła Nott'a.
-Ej, poczekaj! - zawołała. Theodor zatrzymał się.
-Czego chcesz? - zapytał szorstko.
-Wiesz może gdzie jest Malfoy? - spytała dosyć uprzejmie Hermiona.
-Nawet jeśli wiem, to i tak ci nie powiem. - odparł i zaczął iść.
-Nie, proszę stój! - krzyczała dziewczyna. - To naprawdę bardzo ważne.
-Jak bardzo? - spytał
-Bardzo. - odpowiedziała hardo
-Będziesz miała u mnie dług. - powiedział Ślizgon.
-Dobrze, tylko powiedz gdzie on jest. - zgodziła się dziewczyna.
-Pokój życzeń. - powiedział i zniknął za zakrętem.
Hermiona pobiegła na 7 piętro. Ostatnimi czasami bardzo dużo biega, co odbija się pozytywnym skutkiem na jej i tak nienagannej figurze, skrytej zazwyczaj rozciągniętymi ubraniami. Gdy znalazła się pod ścianą zaczęła chodzić pod nimi w myślach powtarzając dwa słowa: Draco Malfoy. Kiedy pojawiły się drzwi bez namysłu otworzyła je, ale na widok który zastała opadła jej szczęka. Ślizgon postanowił odprężyć się i popływać, więc zażyczył sobie basen. W chwili, w której weszła Hermiona, siedział naprzeciwko niej, ukazując idealnie wyrzeźbiony tors. Dziewczyna zarumieniła się.
-Chcesz czegoś Granger? - zapytał swobodnie chłopak.
-Jakbym nie chciała to by mnie tu nie było, nie sądzisz?
-Nie wiem, po Tobie to można się wszystkiego spodziewać. - wzruszył ramionami.
-Czyżby? - fuknęła.
-Przyszedłem tu, bo chciałem mieć chwilę spokoju, a tym czasem zjawiasz się ty, więc gadaj szybko, co chcesz albo się wynoś. - rzekł lekko zirytowany blondyn.
-Mam jedno pytanie. Co z ciebie za przyjaciel do cholery? - krzyknęła Gryfonka
-No, no, no Granger! Nie wiedziałem, że znasz takie słowa.
-Odpowiedz.
-O co ci chodzi, co? - zapytał
-O co mi chodzi? Chodzi o Blaise'a kretynie! - wrzasnęła. Na punkcie przyjaciół zawsze szybko się denerwowała.
-Uważaj na słowa Granger. Uważaj na słowa! - zagroził - Co miałem niby zrobić? To nie moja wina, że zakochał się w nic nie wartej zdrajczyni krwi.
-Teraz ty uważaj Malfoy. Nie masz prawa mówić tak o Ginny to po pierwsze, a po drugie sam pomogłeś mu, udając że jesteśmy razem, żeby oni mieli spokój!
-Wszyscy chwalą twoja inteligencje, ale chyba się mylą. To był zakład. On miał uwieść Weasly, ja Ciebie. To, że się zakochał, to jego problem.
Hermiona stała jak wryta. Zakład?! Cholerny zakład? A Ginny ostrzegała ją przed Blaise'm. Widocznie obaj są świetnymi aktorami. Cholera, jak mogłaś się tak łatwo nabrać, Hermiono?*
-Coś jeszcze? - zapytał
-Nie... - odparła i wyszła. Nie zdążył zobaczyć łez, które zaczęły płynąć. Hermiona powoli traciła wiarę w Ślizgonów.....
Powolnym krokiem zmierzała ku błoniom. Na korytarzu spostrzegła Blaise'a. Schowała się za posągiem i poczekała, aż ten sobie pójdzie. Nie miała siły wytykać mu tego co zrobił. Kiedy się oddalił na bezpieczną odległość, ruszyła z powrotem ku błoniom. Gdy znalazła się już na zewnątrz, zobaczyła rudą postać siedzącą pod jej ulubionym drzewem. To była Ginny.
-Hej, mogę się przysiąść? - zapytała
-No pewnie Mionka! - odpowiedziała z uśmiechem Ruda
-Wiesz, Gin miałaś rację. - zaczęła
-Co do czego? - zdziwiła się dziewczyna
-Co do Zabiniego. Wiesz, że założyli się z Malfoy'em o to, że on uwiedzie Ciebie, a Malfoy mnie?
-Naprawdę? Co za świnie! Ale skąd Ty to wiesz?
-Fretka mi powiedziała. Po aferze w Wielkiej Sali poszłam szukać Blaise'a, bo on nie miał zamiaru ruszyć swoich czterech liter.
-Czekaj, czekaj! Powiedziałaś nam, że idziesz do dormitorium, bo czegoś zapomniałaś. Jak mogłaś, Herm?
-Przepraszam Ginny, ale jeszcze wtedy uważałam go za przyjaciela i nie mogłam go tak zostawić. Wybaczysz mi?
-Wybaczę, ale mów dalej. - powiedziała młodsza Gryfonka
-No więc, poszłam go szukać, ale nigdzie go nie było. Na szczęście w porę pomyślałam o Wieży Astronomicznej. - kontynuowała Hermiona
-Wieży Astronomicznej?
-Tak. Zabini chciał skoczyć.....
-ŻE CO? Wkręcasz mnie. - nie wierzyła Ruda.
-Czyżby? - fuknęła.
-Przyszedłem tu, bo chciałem mieć chwilę spokoju, a tym czasem zjawiasz się ty, więc gadaj szybko, co chcesz albo się wynoś. - rzekł lekko zirytowany blondyn.
-Mam jedno pytanie. Co z ciebie za przyjaciel do cholery? - krzyknęła Gryfonka
-No, no, no Granger! Nie wiedziałem, że znasz takie słowa.
-Odpowiedz.
-O co ci chodzi, co? - zapytał
-O co mi chodzi? Chodzi o Blaise'a kretynie! - wrzasnęła. Na punkcie przyjaciół zawsze szybko się denerwowała.
-Uważaj na słowa Granger. Uważaj na słowa! - zagroził - Co miałem niby zrobić? To nie moja wina, że zakochał się w nic nie wartej zdrajczyni krwi.
-Teraz ty uważaj Malfoy. Nie masz prawa mówić tak o Ginny to po pierwsze, a po drugie sam pomogłeś mu, udając że jesteśmy razem, żeby oni mieli spokój!
-Wszyscy chwalą twoja inteligencje, ale chyba się mylą. To był zakład. On miał uwieść Weasly, ja Ciebie. To, że się zakochał, to jego problem.
Hermiona stała jak wryta. Zakład?! Cholerny zakład? A Ginny ostrzegała ją przed Blaise'm. Widocznie obaj są świetnymi aktorami. Cholera, jak mogłaś się tak łatwo nabrać, Hermiono?*
-Coś jeszcze? - zapytał
-Nie... - odparła i wyszła. Nie zdążył zobaczyć łez, które zaczęły płynąć. Hermiona powoli traciła wiarę w Ślizgonów.....
Powolnym krokiem zmierzała ku błoniom. Na korytarzu spostrzegła Blaise'a. Schowała się za posągiem i poczekała, aż ten sobie pójdzie. Nie miała siły wytykać mu tego co zrobił. Kiedy się oddalił na bezpieczną odległość, ruszyła z powrotem ku błoniom. Gdy znalazła się już na zewnątrz, zobaczyła rudą postać siedzącą pod jej ulubionym drzewem. To była Ginny.
-Hej, mogę się przysiąść? - zapytała
-No pewnie Mionka! - odpowiedziała z uśmiechem Ruda
-Wiesz, Gin miałaś rację. - zaczęła
-Co do czego? - zdziwiła się dziewczyna
-Co do Zabiniego. Wiesz, że założyli się z Malfoy'em o to, że on uwiedzie Ciebie, a Malfoy mnie?
-Naprawdę? Co za świnie! Ale skąd Ty to wiesz?
-Fretka mi powiedziała. Po aferze w Wielkiej Sali poszłam szukać Blaise'a, bo on nie miał zamiaru ruszyć swoich czterech liter.
-Czekaj, czekaj! Powiedziałaś nam, że idziesz do dormitorium, bo czegoś zapomniałaś. Jak mogłaś, Herm?
-Przepraszam Ginny, ale jeszcze wtedy uważałam go za przyjaciela i nie mogłam go tak zostawić. Wybaczysz mi?
-Wybaczę, ale mów dalej. - powiedziała młodsza Gryfonka
-No więc, poszłam go szukać, ale nigdzie go nie było. Na szczęście w porę pomyślałam o Wieży Astronomicznej. - kontynuowała Hermiona
-Wieży Astronomicznej?
-Tak. Zabini chciał skoczyć.....
-ŻE CO? Wkręcasz mnie. - nie wierzyła Ruda.
- Nie Gin. Malfoy powiedział, że Blaise naprawdę się w tobie zakochał. No więc znalazłam go i prosiłam, żeby zszedł. Udało mi się. Kazałam mu iść doprowadzić się do porządku, a ja sama pobiegłam szukać Malfoy'a. Chciałam go zjechać za to, że nie wyszedł za swoim przyjacielem. Znalazłam Nott'a i powiedział mi, że Draco jest w Pokoju Życzeń. Postanowił sobie popływać.
-I jakie ma ciało?
-GINNY! - wrzasnęła brązowooka
-No co? Zapytać nie można?
-Nie. Ma wyrzeźbiony tors. Wyglądał... sexownie, jak na fretkę oczywiście! Zaczęłam na niego wrzeszczeć i wtedy powiedział mi o zakładzie. - Hermiona skończyła swoją opowieść i czekała na reakcje Rudej
-Tak jak mówiłam. Świnie. Hermi? A mogę się Ciebie o coś spytać? - zapytała nieśmiało rudowłosa
-Oczywiście Ginny. Pytaj o co chcesz. - rzekła Miona
-Co się wydarzyło na tym szlabanie? Bo nie wierzę, że przez tyle czasu sprzątaliście jakąś salę.
-Eh, no dobrze, ale to bardzo długa opowieść.
-Mamy czas. Zaczynaj! - zarządziła panna Weasly, a Hermiona zaczęła kolejną opowieść. Tym razem o wiele dłuższą....
-Wow! Hermiono! Naprawdę byłaś w komnacie Voldemorta? - krzyczała podniecona dziewczyna
-Ciszej na litość Merlina! Ktoś może Cię usłyszeć! - zaniepokoiła się starsza Gryfonka
-Przepraszam. Mieliście dużo szczęścia, że nikt Was nie złapał.
-Oj, nawet nie wiesz ile. - stwierdziła panna Granger
Resztę dnia spędziły na plotkowaniu jak za dawnych starych lat. Dobrze, że miały okazję porozmawiać tak o, bo już niedługo wszystko mogło się zmienić.
W tym samym czasie, kiedy dziewczyny rozmawiały, Voldemort wezwał do siebie Lucjusza i Severusa. Wyczuł energię. Dziwną energię, którą uczniowie zostawili po sobie.
-Severusie, wiesz już kto to był? - zapytał z chłodną obojętnością Czarny Pan
-Tak panie. O ile się nie mylę, byli to Dracon i Hermiona Granger.
-Mój syn?! - zaniepokoił się Malfoy senior
-Tak Lucjuszu. Twój syn. - odparł czarnowłosy
-To niemożliwe! Co mój syn miałby tu niby robić i to z szlamą?
-Spokój Lucjuszu! - rzekł ich Mistrz
-Tak jest panie. Wybacz mi panie. - ukłonił się blondyn
-Nie interesuje mnie twój syn, tylko ta dziewczyna. Jej energia. Wyczuwam w niej Czarną Magię....
-Panie, wybacz mi śmiałość, ale to niemożliwe. Ta dziewczyna pochodzi z rodziny mugoli i jest przyjaciółką Pottera. Jest bardziej czysta od nowo narodzonego czarodzieja. - rzekł Snape
-Wiem kim jest ta dziewczyna Severusie! - wrzasnął Voldemort - Pamiętacie moją zaginioną córkę? Hermionę Roxanne Riddle?
-Myślisz panie, że to może być ona? - spytał Malfoy
-Ja nie myślę Lucjuszu, ja to wiem. - odparł chłodno Czarny Pan i wstał ze swojego tronu. - Ona musi się tu ponownie znaleźć. Muszę mieć pewnością, że to ona, a jeśli mam rację, to ona musi poznać prawdę.....
*Od teraz myśli bohaterów zapisywane będą pochyłą czcionką ;-)
Witajcie! Mam nadzieje, że rozdział Wam się spodobał. Wybaczcie mi błędy, staram się ich robić jak najmniej, ale pisałam i dokańczałam ten rozdział w nocy i wiecie jak to jest. Nie powiem, rozdział dupy nie urywa, ale mimo wszystko mam nadzieje, że mnie nie zabijecie. Dostałam wenę i myślę (nie obiecuję), że jutro (a w sumie to dzisiaj) dodam kolejny rozdział. Długość tego rozdziału nie powala, ale pamiętajcie, że moja wena dopiero wraca do siebie po dość długich wakacjach xD i myślę że kolejne będą dłuższe (choćby następny). No w sumie to chyba tyle. Dziękuję za wytrwałość ;-*
-I jakie ma ciało?
-GINNY! - wrzasnęła brązowooka
-No co? Zapytać nie można?
-Nie. Ma wyrzeźbiony tors. Wyglądał... sexownie, jak na fretkę oczywiście! Zaczęłam na niego wrzeszczeć i wtedy powiedział mi o zakładzie. - Hermiona skończyła swoją opowieść i czekała na reakcje Rudej
-Tak jak mówiłam. Świnie. Hermi? A mogę się Ciebie o coś spytać? - zapytała nieśmiało rudowłosa
-Oczywiście Ginny. Pytaj o co chcesz. - rzekła Miona
-Co się wydarzyło na tym szlabanie? Bo nie wierzę, że przez tyle czasu sprzątaliście jakąś salę.
-Eh, no dobrze, ale to bardzo długa opowieść.
-Mamy czas. Zaczynaj! - zarządziła panna Weasly, a Hermiona zaczęła kolejną opowieść. Tym razem o wiele dłuższą....
-Wow! Hermiono! Naprawdę byłaś w komnacie Voldemorta? - krzyczała podniecona dziewczyna
-Ciszej na litość Merlina! Ktoś może Cię usłyszeć! - zaniepokoiła się starsza Gryfonka
-Przepraszam. Mieliście dużo szczęścia, że nikt Was nie złapał.
-Oj, nawet nie wiesz ile. - stwierdziła panna Granger
Resztę dnia spędziły na plotkowaniu jak za dawnych starych lat. Dobrze, że miały okazję porozmawiać tak o, bo już niedługo wszystko mogło się zmienić.
W tym samym czasie, kiedy dziewczyny rozmawiały, Voldemort wezwał do siebie Lucjusza i Severusa. Wyczuł energię. Dziwną energię, którą uczniowie zostawili po sobie.
-Severusie, wiesz już kto to był? - zapytał z chłodną obojętnością Czarny Pan
-Tak panie. O ile się nie mylę, byli to Dracon i Hermiona Granger.
-Mój syn?! - zaniepokoił się Malfoy senior
-Tak Lucjuszu. Twój syn. - odparł czarnowłosy
-To niemożliwe! Co mój syn miałby tu niby robić i to z szlamą?
-Spokój Lucjuszu! - rzekł ich Mistrz
-Tak jest panie. Wybacz mi panie. - ukłonił się blondyn
-Nie interesuje mnie twój syn, tylko ta dziewczyna. Jej energia. Wyczuwam w niej Czarną Magię....
-Panie, wybacz mi śmiałość, ale to niemożliwe. Ta dziewczyna pochodzi z rodziny mugoli i jest przyjaciółką Pottera. Jest bardziej czysta od nowo narodzonego czarodzieja. - rzekł Snape
-Wiem kim jest ta dziewczyna Severusie! - wrzasnął Voldemort - Pamiętacie moją zaginioną córkę? Hermionę Roxanne Riddle?
-Myślisz panie, że to może być ona? - spytał Malfoy
-Ja nie myślę Lucjuszu, ja to wiem. - odparł chłodno Czarny Pan i wstał ze swojego tronu. - Ona musi się tu ponownie znaleźć. Muszę mieć pewnością, że to ona, a jeśli mam rację, to ona musi poznać prawdę.....
*Od teraz myśli bohaterów zapisywane będą pochyłą czcionką ;-)
Witajcie! Mam nadzieje, że rozdział Wam się spodobał. Wybaczcie mi błędy, staram się ich robić jak najmniej, ale pisałam i dokańczałam ten rozdział w nocy i wiecie jak to jest. Nie powiem, rozdział dupy nie urywa, ale mimo wszystko mam nadzieje, że mnie nie zabijecie. Dostałam wenę i myślę (nie obiecuję), że jutro (a w sumie to dzisiaj) dodam kolejny rozdział. Długość tego rozdziału nie powala, ale pamiętajcie, że moja wena dopiero wraca do siebie po dość długich wakacjach xD i myślę że kolejne będą dłuższe (choćby następny). No w sumie to chyba tyle. Dziękuję za wytrwałość ;-*
piątek, 19 grudnia 2014
WRACAM
Kochani! To nie jest nowy rozdział (jeszcze), ale krótka informacja. Otóż WRACAM :-D Jest 19 grudnia, blog zawiesiłam 16 sierpnia.... trochę czasu minęło, ale przez te 4 miesiące zyskałam wiele nowych pomysłów. Mam teraz dużo wolnego, więc postaram się dodać też dużo rozdziałów (jestem Wam to winna). Jeden jest prawie napisany i mam nadzieje, że już pojutrze go wstawię. Widziałam, że ktoś czekał na nowy rozdział, ale nie wiem czy te osoby nie znudziły się i zrezygnowały. Mam nadzieje, że to przeczytają i będą czekały na kolejną notatkę ;-) Jeśli nie.... no cóż. 4 miesiące to dużo czasu.... To tyle. Jeśli ktoś tu jest, to dziękuję za wytrwałość. Mam nadzieje, że Was nie zawiodę. Do zobaczenia niebawem :-*
sobota, 16 sierpnia 2014
Sowa informacyjna
Kochani!
Bardzo chcę Was przeprosić.... Niedługo szkoła, trzeba się przygotować. Obiecałam sobie, że w tym roku postaram się bardziej i nie będę zaniedbywać nauki, jak mam to w zwyczaju robić. Totalnie nie mam weny. Moje zdania są nijakie.... Pomysł mam, ale za to nie mam pomysłu jak ładnie wplątać go w opowiadanie :-/ Codziennie myślę o blogu, o tym dlaczego nie ma rozdziału, o tym dlaczego nie mogę nic napisać..... chyba potrzebuję krótkiej przerwy. Podjęłam decyzję, która jest dla mnie bardzo ciężka. ZAWIESZAM bloga :'-( Nie usuwam, nie zostawiam. Ja tu wrócę! Ja muszę wrócić, ponieważ nie wyobrażam sobie, że nie dokończę tej historii. Ten blog jest pierwszym, który założyłam.... jest moim pierwszym dzieciątkiem. Nie porzucę go, NIGDY! Ale muszę odpocząć, muszę odetchnąć. Potrzebuję inspiracji, potrzebuję weny.... Podczas roku szkolnego miałam wenę, w wakacje myślałam, że będzie jeszcze większa, jednak ona jakby całkowicie wygasła. Wrócę albo niech ktoś rzuci na mnie Avadę. W związku z zaistniałymi wydarzeniami....
BLOG ZOSTAJE ZAWIESZONY
Przepraszam...... wrócę
poniedziałek, 21 lipca 2014
Rozdział 11 - Tajemnica Hogwartu
-Ginny! Ginny, zaczekaj! - krzyczał Blaise, biegnący za Gryfonką.
-Ooo, cześć Diabełku. O co chodzi?
-Nie widziałaś Hermiony? Szukam jej i szukam, ale gdzieś przepadła.
-Wiesz, rzeczywiście nie widziałam jej od, odkąd poszła na szlaban.
-Co się stało? Zrobiłaś się lekko blada. - zaniepokoił się chłopak.
-Miała szlaban. Z MALFOY'EM!!!
-Chyba nie myślisz, że Draco mógł jej coś zrobić?
-Blaise..... zastanów się. To Malfoy. Wiesz jaki on jest.
-Owszem, wiem. I dlatego nie wierzę, że mógł coś jej zrobić. - zaczął się denerwować. Mimo tego, że Draco ograniczył z nim kontakty prawie do zera, on dalej uważał go za przyjaciela. Wstyd się przyznać, ale tęsknił za ich wieczornymi rozmowami o dziewczynach przy dobrej Whisky.
-Hola, hola, czy Ty stajesz po stronie Tlenionej Fretki, zamiast po stronie swojej dziewczyny?
-To że jesteś moją dziewczyną, nie oznacza, że, nie mam prawa bronić przyjaciela.
-Przyjaciela! Żartujesz? Nie rozmawia z Tobą, a Ty dalej uważasz go za kumpla.
-I to najlepszego. Masz coś przeciwko?!
-Owszem, mam!
-Tak?
-Tak.
-TAK?!
-TAK!!
-To idź sobie do swoich przyjaciół, którzy pragną rządzić twoim życiem. Pasujecie do siebie.
-Sugerujesz, że chcę rządzić cudzym życiem?!
-O, nie, nie, nie. Sugeruję, że bez tego nie przeżyjesz! - powiedziawszy to Blaise obrócił się napięcie i odszedł. Odszedł pytać się Ślizgonów czy nie widzieli Smoka. "Ja nie wiem, jak Miona z nimi wszystkimi wytrzymuje" - myślał po drodze.
Ginny targały różne emocje. Od złości po wielki smutek. To była ich pierwsza kłótnia.
-Przydałaby się teraz Hermi - wyszeptała i jedna, samotna łza, spłynęła jej po policzku. "O nie, nie będę płakać. Miona zawsze mówi: związek bez kłótni to związek bez przyszłości. Może Blaise miał zły dzień. Idę poszukać Rona, Harry'ego i Luny. Może oni wiedzą gdzie jest Herm."
Po paru minutach znalazła Lunę z Neville'em. Niestety nie widzieli Hermiony. Po kolejnych paru minutach znalazła się w wieży Gryffindor'u.
-Cześć wszystkim! - krzyknęła na cały salon. Większość dziewczyn jej odpowiedziała, natomiast chłopcy odpowiedzieli wszyscy.
-Cześć Ron, cześć Harry.
-Siema Ginny. - odpowiedział Rudzielec.
-Cze-cześć Gin. - wyjąkał Wybraniec.
-A co Ty Harry taki spięty? Zakochałeś się czy jak? - Ruda uśmiechnęła się, dla czarnowłosego, bardzo uroczo.
-Nie, no co Ty, siostra. Harry? Powiedziałby mi o tym.
-Taaaak
-Hehe, jesteście niemożliwi :-D Ale mam sprawę, poważną. Widzieliście gdzieś Hermi?
-Nie
-Nie, ale ma przecież szlaban.
-Jeszcze? Zaczęła go przecież wczoraj o 18.00, a jest 16.30. Malfoy'a też nie ma.
-Myślisz, że Draco za tym stoi? - spytał Bliznowaty.
-Jeśli on coś zrobił Mionie, to go uduszę - wywarczał Ron.
-Przestańcie i pomóżcie mi jej szukać. Jak nie znajdziemy jej do 20.00, to idziemy do Mcgonagall.
-Albo Snape'a.
-A do niego po co? - spytali rudzi
-No w końcu Herm miała szlaban z Fretką. A skoro jego też nie ma, to Nietoperza powinno to zainteresować.
Nagle Wealsey zaczęła płakać. Nikt nie wiedział dlaczego.
-Ginny, co się stało?
-Oh, Harry - przytuliła się do niego.
-O co chodzi?
-O nic, po prostu chciałam się do kogoś przytulić - wtuliła się jeszcze bardziej.
-Dziewczyny.... - westchnął Ron - Ich nie zrozumiesz Harry, nie dziw się tak. wszyscy zaczęli się śmiać, a przyjaciele ruszyli szukać panny Granger.
Ślizgon i Gryfonka weszli do komnaty. Była zarazem piękna i przerażająca. Rozglądając się spostrzegli tron, przed nim długi stół, a dookoła czarne krzesła.
-Hej, czy to nie jest komnata Sam-wiesz-kogo?
-Granger?
-Tak?
-Mamy przerąbane na całej linii.
-Szlak....
I właśnie w tej chwili drzwi się otworzyły. Draco szybko rzucił na nich zaklęcie kameleona. Do środka weszli Śmierciożercy i Lord Voldemort.
-Granger - wyszeptał cichutko Draco. - musimy się stąd wydostać.
-No co Ty nie powiesz. Tylko jak?
-Zachowuj się bardzo cicho i trzymaj się blisko mnie. Zanim ostatni Śmierciożerca zdążył wejść do sali, uczniowie Hogwartu wyszli z komnaty narad Śmierciożerców.
-I teraz gdzie?
-Jak najdalej stąd.... - odpowiedział chłopak.
Trochę błądzili, ale w końcu udało im się opuścić ten straszny zamek. "Uff, teraz się cieszę, że ojciec mnie tu parę razy przyprowadził" - pomyślał Draco. Po paru minutach znaleźli się w Zakazanym Lesie. Malfoy doskonale znał to miejsce. Stąd mogli się deportować.
-Złap mnie za rękę.
-Że co? - Draco nie wytłumaczył o co chodzi, tylko sam złapał Hermionę za rękę i teleportowali się bliżej Hogwartu.
-Teraz wystarczy iść cały czas prosto i dojdziemy na błonia. - wymądrzał się Ślizgon. Szli i szli, a błoni nie było widać.
-Jesteś pewny, że idziemy w dobrą stronę?
-Tak, Granger. Jestem pewny.
-A właśnie. Skąd wiedziałeś, gdzie mamy iść, że możemy się deportować, że mamy iść prosto, co?
-Są na tym świecie rzeczy, których nie powinnaś wiedzieć. - Nawet jeśli bardzo chcesz. - dodał, gdyż widział, że Gryfonka przygotowuję się do "ataku". Hermiona zamilkła i pozwoliła się prowadzić. Wreszcie, po bardzo długiej przechadzce dotarli na Hogwarckie błonia.
-Dom, nareszcie dom - westchnęła. Malfoy pokręcił z politowaniem głową i ruszył do drzwi. Hermiona kiedy się zorientowała, że Draco idzie, pobiegała za nim. Kiedy doszli do drzwi, Granger podziękowała mu za to, że doprowadził ich bezpiecznie do Hogwartu.
-Nie ma za co, Granger. Pamiętaj tylko, że wszystko co się tam między nami działo, nic nie zmieniło i zostaje między nami.
-Chyba nie myślałeś, że będę cię uważała za przyjaciela, Malfoy? - zironizowała, choć gdzieś tam głęboko w jej serce wbiła się szpilka. Zresztą nie tylko jej, Draconowi też, choć nie dopuszczał do siebie myśli, że miło było spędzić z nią ten cały czas. Po tej krótkiej wymianie zdań, każdy poszedł w swoją stronę. Starając się zapomnieć o uczuciu, które wywołali słowami: to nic nie zmieniło. Nie wiedzieli jak bardzo się mylą.......
Rozdział 10 - To niemożliwe
Malfoy przez resztę dnia chodził naburmuszony. Nie dość, że ta Szlama go pokonała, to jeszcze ośmieszyła cały Slytherin. Nie mógł darować Nott'owi, tego że przegrał. Usiadł w salonie i siedział tam cały czas. Wieczorem miał dość siedzenia i wysłuchiwania piskliwych głosów napalonych na niego lasek. Nagle, bez słowa wstał, zrzucając tym samym Pansy, która siedziała mu na kolanach i wyszedł. Gdzie szedł? Tego nie wiedział nawet on sam. Chodził po Hogwarcie w tę i z powrotem bez większego celu. Takie przechadzki dobrze mu robiły. Mógł spokojnie zastanowić się nad swoim życiem. Za każdym razem myślał o tym samym. "Już niedługo zostanę oficjalnie Śmierciożercą" - ta myśl nie dawała mu spokoju. Dręczyła go. Tak samo jak dręczyły go myśli o Hermionie Granger. Tak, mimo tego, że znowu źle się wobec niej zachowywał, nie mógł przestać o niej myśleć. Żałował też, że ograniczył kontakty z Diabłem. Blaise był jego jedynym przyjacielem, a on tak go potraktował i to tylko dlatego, że przyjaźni się z szlamą. "I znowu Granger. Czy ona musi być tak natrętna nawet w myślach?" Jego myśli i przechadzkę przerwał stukot obcasów. To McGonagall zmierzała w jego kierunku, a za nią, kroczyła...... Granger. "Tylko nie one" - myślał Draco
-Panie Malfoy! A co pan robi tutaj o tej porze?
-Ja... no ja ten... przechadzam się.
-Przechadza się pan, tak? Jesteście niemożliwi! Pan, panie Malfoy "przechadza się" w środku nocy, a panna Granger przesiaduje w bibliotece czytając. I to co! Książkę z "działu ksiąg zakazanych". Jestem wami bardzo rozczarowana.
"Granger wygląda jakby miała zaraz zemdleć. Pewnie to jej pierwsza wpadka." - Malfoy uśmiechnął się pod nosem.
-Niech się pan tak nie cieszy, panie Malfoy. Kara pana nie ominie. Miałam przygotowaną inną karę dla panny Granger, ale zważając na okoliczności zmieniam zdanie. Panna Granger i pan, panie Malfoy RAZEM, posprzątacie opuszczoną klasę. Różdżek wam nie zabiorę. Powtarzam, niech się pan tak nie cieszy. Nie zabieram wam ich, ponieważ ta sala jest całkowicie anty magiczna.
-Anty magiczna? Klasa anty magiczna w Hogwarcie, kto by się spodziewał.
-Zamknij się Malfoy - syknęła pod nosem Hermiona.
-Uspokójcie się oboje. Tak więc jak mówiłam, zanim mi bezczelnie przerwano... klasa jest anty magiczna, więc żadne zaklęcia się wam nie przydadzą. Macie być jutro, a w zasadzie dziś o 18.00 pod moim gabinetem. Zrozumiano?
-Tak, pani profesor. - odpowiedzieli razem.
-Świetnie, a teraz do łóżek!
Hermiona i Draco udali się do swoich dormitorii. Każdy miał inne myśli. Gryfonce było wstyd, że McGonagall ją przyłapała. Myślała tylko o tym, żeby znaleźć się w swoim łóżku. Natomiast Ślizgon..... "Cholerna, Żelazna Dziewica, musiała się napatoczyć. Niech ją szlak trafi. Tylko tego mi do szczęścia brakowało. Szlabanu z Granger."
Następnego dnia równo o 18.00 Draco i Hermiona spotkali się pod gabinetem nauczycielki transmutacji. Kiedy Minerva wyszła z gabinetu z zadowoleniem stwierdziła, że nikt się nie spóźnił. W milczeniu zaprowadziła ich pod salę, dała wiadra z wodą, gąbki, szmatki, rękawice i inne potrzebne rzeczy, po czym odeszła.
-No Granger, zabieraj się do roboty.
-Jeśli myślisz, że będę sprzątała całą tę klasę SAMA, to się grubo mylisz, Fretko.
-Grzeczniej Szlamo - wywarczał Draco. - Zapomniałaś już jak się do mnie kleiłaś? - ironiczny uśmieszek wtargnął na jego twarz.
-JA kleiłam się do CIEBIE? Chyba śnisz. Jeśli masz tak krótką pamięć, to może ci ją odświeżę. To TY wpadłeś na "genialny" pomysł, żebyśmy UDAWALI parę, by odciągnąć uwagę od Blaise'a i Ginny. Nie pamiętasz?
-Pa.mię.tam - powiedział przez zaciśnięte zęby, ledwo można było go zrozumieć.
-Dobra, dosyć tych pogaduszek, zakładaj rękawice i bierz się do roboty. - mówiąc to, zaczęła zakładać swoją parę żółtych rękawic. Draco, niechętnie założył swoje i również zaczął sprzątać. Przed nimi długa noc.....
Po 5 godzinach ciężkiej roboty nie byli nawet w połowie. Draco sprzątał w jednym kącie, a Hermiona w drugim. Gryfonka zajmowała się właśnie bardzo starym, ale pięknym gobelinem. Nagle, Hermiona odskoczyła od niego jak oparzona. Malfoy odwrócił się w stronę Gryfonki i stanął jak spetryfikowany.
- Co, co to jest?
-Nie wiem. Nie wiem, to... ten gobelin otworzył się sam.
-Sam? Granger, ile ty masz lat? Doskonale wiesz, że samo nigdy nic się nie robi.
-Wiem, ale, ja nic nie zrobiłam.
-Wierzę ci.
-Serio?
-Tak. Wchodzimy? - zapytał z błyskiem w oku
-Czy wchodzimy? No nie wiem....
-Cykasz się?
-JA?! Jestem Gryfonką niczego się nie boję! Wchodzimy.
"Jak tych Gryfonów łatwo podejść" - pomyślał Ślizgon.
Korytarz albo tunel jak kto woli, był wąski, ale wystarczająco szeroki, żeby mogli iść obok siebie, natomiast sufitu, w ogóle nie widzieli, był za wysoko. Przeszli kawałek, gdy nagle drzwi się zamknęły. Draco podbiegł do nich i próbował otworzyć.
-Nic z tego. Zamknięte na amen.
-No to pięknie. Po prostu pięknie. Musimy iść dalej, inaczej nigdy stąd nie wyjdziemy.
-Panie przodem.... - ukłonił się i zaczął śmiać.
-Ha ha ha, bardzo śmieszne, Malfoy. Chodź i się nie wygłupiaj. Choć raz zachowuj się poważnie.
-Pff, ja zawsze zachowuję się poważnie.
-Tak, oczywiście. Tak poważnie jak Blaise. Bez obrazy dla niego.
Draco trochę posmutniał. "Cholerna Granger, musi mi przypominać o Diable?" Szybko się opamiętał i z powrotem wrzucił na twarz jedną ze swoich masek. Hermiona jednak była i jest bardzo spostrzegawcza, więc zauważyła, że coś jest nie tak.
-Draco? Wszystko w porządku? - nie zwróciła nawet uwagi na to, że powiedziała do niego po imieniu.
-Oczywiście! Jesteśmy tu zamknięci, nikt nie wie gdzie jesteśmy, sami nie wiemy gdzie jesteśmy, nie wiem też gdzie idziemy. No lepiej być nie może.
-Przestań! Pytam poważnie.
-A ja odpowiadam. Idziesz czy nie? - Draco nie oglądając się za siebie, ruszył do przodu.
-Ej, poczekaj na mnie. - Hermiona zaczęła biec za Ślizgonem. Wyrównała krok i szli w milczeniu. "Niech to, a już prawie, prawie, był do zniesienia. Zawsze muszę coś palnąć" - myślała w tym czasie Gryfonka, natomiast Malfoy myślał "Na Salazara! A prawie, prawie, atmosfera była do zniesienia. Ale nie. Zawsze muszę zacząć warczeć."
Oboje obwiniali się za grobową i przerażającą ciszę pomiędzy nimi, jednak nikt nie miał zamiaru przemówić pierwszy. Nie pozwalała im na to ich duma.
Korytarz wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Szli chyba z godzinę, a im wydawało się, że w ogóle nie ruszyli się z miejsca. W pewnym momencie usłyszeli jakieś piski, krzyki. Ktoś krzyczał i to przerażająco. Ciarki przeszły im po plecach. I znowu ten krzyk, jakby kogoś obdzierano ze skóry. Nie mogli się ruszyć. W tamtej chwili jedynym ich marzeniem było wydostanie się z tego przerażającego miejsca. Popatrzyli na siebie.
-I co robimy? - spytała przerażona Gryfonka.
-Chyba idziemy dalej.......
Poszli. Szli i szli, i z każdym krokiem ich strach rósł. Krzyki były coraz głośniejsze. Nagle, w połowie krzyk urwał się. A oni doszli do kolejnych drzwi.
-Kto otwiera? - tym razem spytał Draco.
-Mogę ja..... - Hermiona otworzyła drzwi i zemdliło ją na widok tego pomieszczenia. Natomiast Ślizgon, musiał przytrzymać się framugi drzwi, bo jakoś zakręciło mu się w głowie. Duże pomieszczenie, całe skąpane w czerni, JEDNAK z wieloma, dużymi plamami krwi. A w okół narzędzia tortur. Również w krwi. W całym pomieszczeniu była tylko jedna rzecz nie pochlapana krwią. Duża, stara szafa z zamkiem.
-Oczywiście zamknięta - fuknęła Gryfonka.
-Wiesz, Granger? Akurat z tego chyba się cieszę. Mam dziwne przeczucie, że to stąd dochodziły te krzyki.
-Myślisz, że tu kogoś zabili?
-A ciało schowali do szafy. Brzmi jak z kiepskiego horroru, ale tak. Tak właśnie myślę.
Jeszcze raz rozejrzeli się w koło.
-Ale wiesz, że ja tu nie widzę innych drzwi?
-No to jesteśmy w czarnej dupie. - usiadł na podłodze.
-I co? Będziesz tak siedział?
-A mam coś innego do roboty? Tobie też radzę usiąść. Nie wiadomo ile będziemy tu tkwić.
Tak jak jej poradził, tak zrobiła.
-Może...... zagramy w 10 pytań? - zaproponował
-Niech będzie. Zaczynaj.
-Co czytałaś wtedy, kiedy Żelazna Dziewica Cię nakryła?
-"Najczarniejsze tajniki Czarnej Magii".
-Wow, nieźle Granger.
-Teraz ja. Co tak naprawdę robiłeś w tamtą noc?
-Miałem dość wysłuchiwania Pansy, Astorii i innych. Musiałem się wyrwać, więc poszedłem się przejść.
-Serio, powiedziałeś prawdę Mcgonagall?
-A dlaczego miałbym kłamać?
-No nie ważne..... -Hermiona zaczerwieniła się, a Draco uniósł lewą brew do góry. "Swoją drogą wygląda całkiem fajnie z tą brwią" - pomyślała Hermiona.
-O czy pomyślałaś?
-Co?
-Kolejne pytanie, o czym pomyślałaś?
-Eh, o tym, że byłeś na.... na zebraniu Śmierciożerców - powiedziała i spuściła głowę.
-Co?! - Malfoy wstał gwałtownie, po czym równie gwałtownie usiadł z powrotem. Chciał wreszcie komuś powiedzieć o swoich problemach albo najlepiej porozmawiać z Diabłem, on o wszystkim wie. Już chciał opowiedzieć Hermionie całą prawdę, kiedy ugryzł się w język. "Nie mogę jej powiedzieć. Nie jej. Każdemu, tylko nie jej."
-Okej, teraz moja....... - przerwał jej krzyk dochodzący z szafy obok. Krzyk, który obudziłby zmarłego. Odskoczyli od szafy, jak najdalej.
-Musimy ją otworzyć, inaczej tu umrzemy. - zadecydowała Gryfonka. Malfoy spojrzał na nią i ruszył ku szafie. Mocno kopnął, chcąc ją wyważyć, ale szafa nawet nie drgnęła.
-Mafoy, różdżka!
-Myślisz, że magia tu działa?
-Warto spróbować.
Draco wyciągnął więc różdżkę, machnął nią i krzyknął: Alohomra! Usłyszeli otwierający się zamek i........ szafa otworzyła się. Hermiona podeszła do Draco i
-To niemożliwe - wyszeptali oboje.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
